poniedziałek, 24 marca 2014

11. " - Kim pan jest?"

Grzesiek


Dziś niedziela, którą wreszcie spędzi z córką. Nie widział jej od od czwartku, gdy zostawił ją u Oli. W tym czasie spędził wiele chwil na przemyśleniach o swoim życiu i aktualnej sytuacji, która zrodziła się w momencie, gdy do jego mieszkania weszła mała blondyneczka. Rozmyślał o wszystkich zabiegach okoliczności, które spadły na niego w tamtym czasie. Myślał również o Oli. O kobiecie, która pokazała mu, jak dobrze jest nie być na tym świecie samemu. Ta dziewczyna wlała w jego serce miłość, o której już prawie zapomniał. Sprawiła, że odkrył lepsze strony swojego życia. Pokazała mu, jak wiele go w egzystencji na tym świecie ominęło. Odkryła prawdziwe oblicze Grzegorza Łomacza. Odkryła chłopaka, którym był ostatnio jeszcze w liceum.

- Kim pan jest? - zapytał, gdy drzwi mieszkania Oli otworzył mu równie wysoki co on mężczyzna. Jego zdaniem przystojny mężczyzna.
- Ty pewnie do Oli i Olimpii, prawda? - chłopak uśmiechnął się przyjaźnie do Grześka, wyciągając w jego kierunku dłoń. - Jestem Maciek, brat Oli - dopiero wtedy mężczyźni uścisnęli sobie dłonie.
- Tata! - z salonu wybiegła Mała, a tuż za nią wyłoniła się Ola.
- Widzę, że już się poznaliście - zaczęła.
- No jak widać - przesunął się do dziewczyny i musnął jej usta pocałunkiem.
- To ja się będę zbierać. Dziewczyny, dziękuję za wspaniały weekend, a z tobą - wskazał na rozgrywającego - mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy.

Pół godziny później siedzieli już razem przy stole i delektowali się zapiekanką ziemniaczaną. Chłopakowi bardzo się taki obrazek spodobał. Spodobał mu się obrazek szczęśliwej rodziny, której sam w przyszłości może być częścią.  Razem z córką i Olą. Poczuł przyjemne ciepło w okolicy serca, gdy obie bliskie mu kobiety uśmiechały się do siebie, zmywając naczynia w kuchni. Patrzył na nie i zaczął zauważać, jak wiele je łączy ale i różni. Widział piękną kobietę oraz biegającą obok niej małą dziewczynkę. Dwie blondynki, które wywróciły jego życie do góry nogami, które zawładnęły jego sercem i uczuciami, które nauczyły go kochać oraz okazywać swoje emocje światu.

Zauważył, że są do siebie złudnie podobne, jednak nie uznał tego za dziwne a śmieszne.  W końcu kiedyś może będą rodziną, a wtedy będzie się śmiał, że córka i żona są do siebie tak strasznie podobne, a wcale ze sobą nie spokrewnione. Wyobrażał sobie, jak to by mogło być. Zamknął na chwile oczy i zaczął marzyć. Marzyć o swoim przyszłym życiu; o osobach, które będą mu towarzyszyć; o siatkówce i dalszym rozwoju kariery; o wielkim, ciepłym i pełnym ludzi domu nad morzem; o swoim dalszym egzystowaniu na tym świecie w gronie bliskich. W każdej tej myśli gościły dwie drobne blondynki, które pokochał całym swoim sercem.

- Zbierajcie się - zaczyna, gdy obie ładują się na jego kolana i obejmują ramionami.
- Gdzie niby?
- Zbierasz nas gdzieś, Tatku?
- A zabieram - uśmiecha się, całując je obydwie w policzki.
- A zdradzisz nam chociaż, czy nasz strój będzie pasował do klimatu miejsca? - Ola zmienia głos na postać arystokratyczna, a Olimpia od razu podłapuje temat.
- Tatku, a gdzie twoja biała peruka? Przecież teraz nie pokazać się w peruce to zbrodnia - dziewczynka staje przed dorosłymi i śmieje się od ucha do ucha. 

Ubrali się szybko i ruszyli w kierunku samochodu siatkarza. Grzesiek po raz kolejny w ciągu ostatnich trzech tygodni zastanowił się, czy na to tak naprawdę zasługuje. Przecież nie zrobił czegoś nadzwyczajnego, za co mógłby dostać taką nagrodę w postaci tych dwóch blondynek, które teraz wesoło śpiewają jeden z hitów polskiego radia. W tej chwili czuł się prawdziwie szczęśliwy. Czuł, że wszystko, czego potrzebuje, ma przy sobie. Śmiał się w duchu do siebie. W końcu był wielkim szczęściarzem. 



Ola. 

Od wielu już lat nie czuła się jak mała dziewczynka. Od dobrych sześciu lat była jedynie matką. Zwariowaną, szaloną, radosną, ale cały czas matką. Dziś może poczuć się jak swoja córka. Może swobodnie biegać razem z nią i Grześkiem po wesołym miasteczku i cieszyć się ostatnimi ciepłymi promieniami październikowego słońca w tym roku. Może zwyczajnie huśtać się na kolorowych huśtawkach ze swoim dzieckiem i chłopakiem. Może skakać wśród kolorowych piłeczek i rzucać nimi w dwie najbliższe sobie osoby. Może bezkarnie muskać usta siatkarza, jeszcze bardziej uświadamiając sobie, jak wiele dla niej znaczy. Może zwyczajnie znów poczuć się szczęśliwa.

Siada na chwilę na jednej z parkowych ławek i przygląda się swoim dwóm największym szczęściom, które kręcą się właśnie dookoła, siedząc na dwóch konikach na karuzeli. Śmieją się od ucha do ucha, a ich głosy rozbrzmiewają w oddali. Są szczęśliwi. Tak sobie właśnie wyobrażała w dzieciństwie wizję swojego przyszłego życia. Miał być On. Idealny. Męski. Kochany. Twój. Miało być dziecko. Największy skarb. Teraz ma to właśnie przed oczami. Dwójkę ludzi, za których oddałaby wszystko. Zamyka na chwilę oczy i myśli, co by było, gdyby wtedy powiedziała prawdę i nie pozwoliła zwyczajnie mu wyjechać. Wtedy usunęła się w cień. Nie chciała, żeby był nadal z nią jedynie ze względu na dziecko. Nie chciała, żeby przestał realizować się jako siatkarz. Nie wiedziała jednak, że on kochał ją mimo wszystko, a dziecko byłoby dla niego największą radością.

- Mamo, chodź! - usłyszała głosik swojej córki i od razu zerwała się na równe nogi, by wzrokiem odnaleźć dziewczynkę.
- Gdzie jesteś?
- Ciociu, tata chyba zemdlał... - dziewczynka powiedziała, gdy Ola była już przy niej. Zaczęła cucić swojego chłopaka, który po chwili otworzył oczy i uśmiechnął się do niej perliście.
- Jednak ci na mnie trochę zależy - skradł jej całusa podnosząc głowę, a Olimpia wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Ukartowaliście to? - spytała głośno, a siatkarz wraz ze swoją córką pokiwali delikatnie głową, bojąc się spojrzenia panny Siemieniuk. - Wy tak oboje przeciwko mnie?! Dobra to wracacie sami, a ja idę do kawiarni z powrotem. - odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku parkowej ścieżki prowadzącej do wyjścia z terenu zielonego. Daleko jednak nie uszła, bo po chwili straciła grunt pod nogami za sprawą zwinnego siatkarza, który przewiesił sobie ją na ramieniu, Olimpię chwycił za rękę i ruszył w przeciwnym kierunku, czyli do swojego samochodu.

- Jeszcze się odegram, zobaczycie! - odkrzyknęła jedynie i postanowiła więcej się nie odzywać.

Broniła swojego postanowienia zawzięcie, ale dwie pary łaskoczących ją dłoni, gdy leżała rozwalona plackiem na kanapie potrafiły wskórać wszystko. A już szczególnie dłonie osób, które kocha. Śmiała się wniebogłosy razem ze swoją córką i rozgrywającym. Uspokoili się dopiero w momencie, gdy usłyszeli dźwięk tłuczonego szkła, co oznaczało, że coś potłukli. Grzesiek z Olimpią od razu umyli od wszystkiego ręce zmywając się do kuchni w jej mieszkaniu w poszukiwaniu produktów potrzebnych do przygotowania naleśników. Została sama. rozsiadła się wygodnie i delektowała głosami zza ściany. Po chwili zerwała się, by posprzątać szkło i udała się do swoich gości. Uśmiechnęła się na widok ojca z córką podczas wspólnego przekręcania naleśnika metodą "rzucę do góry i zobaczę czy się uda". Udało się. O tym właśnie marzyła. O pełnej rodzinie dla swojego dziecka.

Tego wieczora straciła jeden wazon, dwa talerze i swój ulubiony kubek. Wszystko oczywiście przez przypadek roztrzaskiwało się na panelach czy beżowych matowych płytkach. Mimo wszystko nie była zła, bo widok dwóch radosnych buzi rekompensował jej wszystko, a pocałunki z siatkarzem były nawet bonusem do tej rekompensaty. Po zjedzonej kolacji zgodnie z córką stwierdziła, sprzeciwiając się Łomaczowi, który chciał oglądać kolejną kompromitację polskich kopaczy nożnych, że czas na kalambury. Dziewczynka specjalizowała się w bajkach, Grzesiek w komediach, a Ola w serialach. Najśmieszniej było, jak Mała zaczęła udawać, że jest osłem ze Shreaka, a jej rodzice nie mogli tego odgadnąć.

- Fajtłapy jesteście i tyle - wystawiła im obojgu język i ziewnęła przeciągle.
- Na ciebie już pora, moja panno... - powiedziała i zabrała śpiącą dziewczynkę do łazienki.
- Mamo, ja chcę, żeby tak było już codziennie... - dziewczynka wyszeptała wprost do jej ucha, gdy zostały same w łazience.
- Już niedługo, Skarbie... - skończyła wycierać włosy córce i puściła ją roześmianą do ojca, żeby ten poczytał jej na dobranoc.

W czasie, gdy Grzesiek i Olimpia znajdowali się w sypialni Oli, ona sama pogasiła światła, zaświeciła kilka zapachowych świeczek, rozłożyła się na swojej kanapie z lampką czerwonego wina, przymrużyła oczy i pomyślała, że tak właśnie mogłoby być już codziennie. Dźwięki z sąsiedniego pokoju ucichły, drzwi jedynie zaskrzypiały, usłyszała szuranie stóp po parkiecie, aż wreszcie poczuła, jak ktoś układa się obok niej, muska usta i przytula mocno do siebie. Odstawia szklane naczynie na stolik, podpiera się na łokciach i zerka w oczy mężczyzny, którego kocha od blisko ośmiu lat. Mimo znikomego światła zobaczyła w nich dokładnie to samo, co widziała lata temu w Zakopanym. Zobaczyła w nich przenikliwe i prawdziwe uczucie bijące do jej osoby.

- Czuję się jak gówniarz... Jak chłystek, który pierwszy raz w życiu się zakochał... Ale tak jest. Jestem zakochanym po uszy gówniarzem... - poczuła jego usta na swoich, dłonie wkradające się pod materiał koszulki. Poddała się mu. Bo przecież kochała go...



~*~*~

Witamy :*

Z góry przepraszamy, że znów zawaliłyśmy (Dzuzeppe zawaliła) i rozdziału nie było w zeszłym tygodniu. :(
Mamy nadzieję, że ten zrekompensuje Wam tak długie oczekiwanie na wpis ;)
Dzuzeppe: Jak Widzicie atmosfera rodzinna kwitnie.
Ale zobaczymy jak to będzie za chwilę. Grześkowi został tydzień...
Do końca chyba już bliżej niż dalej. Już wygląda zza rogu ;)

Teraz z innej beczki :P
Chciałabym Was wszystkie serdecznie zaprosić na nowy projekt.
Mianowicie duet z Evi.
Bohaterami Zbyszek i Ewa.
Start kompletnie nie znany...
Tchnienie życia.

Pozdrawiam :*

Zapraszam:
Sobotnia noc #18

niedziela, 9 marca 2014

10. "Bo ty nigdy nie przestałeś Jej kochaś, Grzesiu... "

Grzesiek.

Niedawna rozmowa z córką naprawdę wiele mu uświadomiła. Pokazała, jak bardzo spoczął na laurach i przestał się starać o wszystko, co go otacza. Zdał sobie sprawę, że zaczęło zadowalać go to, co już zdobył, a o resztę nie chciało mu się starać. Przecież on jest Grzegorzem Łomaczem, człowiekiem, który ma wszystko, który niczego nie może stracić. Skąd jedynie może wiedzieć, że kiedyś nadejść mogą takie dni, w których zostanie sam jak palec, bo o nic nie będzie się starał. Zadowolił się teraźniejszością, nie myśląc o tym, co będzie. Na szczęście w jego życiu gości jedna mała istotka, która nie pozwala mu przestać się starać. Ma Olimpię.

Dzisiejszy wieczór spędzi jednak najprawdopodobniej sam, gdyż dziewczynka dzisiejszą noc spędzi u Oli razem ze swoim psem, Frankiem. Zwyczajnie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do torby i powiedziała, że potrzebuje damskiego towarzystwa. Nie miał nic do powiedzenia. Zawiózł więc dziewczynkę i zwierzaka do Oli. Nie wszedł jednak nawet do środka. Dzisiejszy wieczór chciał spędzić na przemyśleniach. Najpierw bezczynnie jeździł ciemnymi już ulicami Gdańska i obserwował, jak ludzie w różnym wieku próbują dostać się do domów, jak młodzież zmierza najpewniej na jakieś imprezy. Czuł się tak, jakby jedynie on nie miał celu podróży. W końcu postanowił kupić wino i udać się w bardzo dobrze znanym sobie kierunku.

- Grzesiek? Co ty tu robisz? - Ala przywitała go w dresie. Otworzyła szeroko drzwi i wpuściła do środka.

Od razu poszedł do kuchni i sam znalazł lampki do wina oraz drobne przekąski, które jego przyjaciółka zawsze trzymała w tym samym miejscu, w szafce nad zlewem. Dziewczyna zmieniła jedynie stary dres na dżinsy oraz wełniany sweter i zasiadła na kanapie, czekając na to, aż  mężczyzna wszystko przygotuje. U niej w mieszkaniu czuł się tak jak u siebie, więc Ala zawsze pozwalała mu się krzątać po jej kuchni. Wreszcie wkroczył do salonu z paczką chipsów, krakersami, winem oraz informacją, że zaraz będą mogli jeść również i pizzę. Usiadł obok przyjaciółki na kanapie i odetchnął głęboko, opierając głowę o oparcie. Tego właśnie potrzebował. Chwili odpoczynku.

- Aluś, dlaczego nam nie wyszło nigdy? - zapytał godzinę później, gdy dziewczyna leżała z głową na jego kolanach i śledziła akcję filmu, który oglądali.
- Bo ty nigdy nie przestałeś Jej kochaś, Grzesiu... - odpowiedziała, podnosząc się i wpatrując się w jego oczy. - Ja nigdy nie byłam dziewczyną, którą traktowałbyś jako kandydatkę na dziewczynę, żonę... Ja od zawsze zakodowana w twojej głowie byłam jako przyjaciółka. Tylko  pokochałeś tak mocno. 
- Ale przecież można powiedzieć, że my... byliśmy ze sobą - westchnął, opróżniając do końca kieliszek.
- Nie Grzesiek... To ja zawsze byłam przy tobie. Ty byłeś ze mną jedynie w łóżku.
- Przepraszam cię... - przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- Najdziwniejsze jest to, że dopiero twoja córka potrafiła uświadomić mi to, że nigdy nic między nami nie będzie... Grzesiek, nie spiernicz tego, co jest między tobą a Olą. Nie strać jej ponownie...
- Co?
- Nic... Nigdy nie odpuszczaj.

Nie wiedział do końca, co mogą znaczyć słowa jego przyjaciółki. Nawet nie próbował jednak domyślić się, co miała na myśli i dlaczego miałby znów stracić Olę, skoro zna ją od niedawna. Zajął się szczerymi rozmowami z dziewczyną na temat Bartka, jego przyjaciela z boiska. Ucieszył się, gdy powiedziała mu, że być może coś z tego będzie. Zawsze pragnął tego, by była szczęśliwa, bo sam podświadomie wiedział, że nie jest w stanie tego szczęście jej dać. Może Alicja rzeczywiście ma rację i nigdy nie przestał kochać swojej pierwszej miłości? Może teraz krzywdzi Olę, bo nie jest w stanie odciąć się od tamtych wydarzeń? Może los da mu jeszcze szansę, by być szczęśliwym?



Ola.

Pierwszy raz od przyjazdu do Gdańska spędza dzień z Małą. Obie już parę dni wcześniej to zaplanowały, a dzisiejszego dnia była ku temu najlepsza okazja, gdyż sam Grzesiek miał dość bycia ojcem. Nie dziwiła mu się.  W końcu nie każdy z dnia na dzień zostaje ojcem i świetnie odnajduje się w nowej roli,  jak zrobił to rozgrywający. Ponadto i Olimpii brakowało obecności matki. Cieszyła się, bo i ona tęskniła. Brakowało jej śmiechu córki, która zawsze była przy niej. Brakowało jej obecności tej Małej kruszynki, którą nosiła pod sercem przez dziewięć miesięcy, która przyszła na świat jako owoc miłości. To że ojciec dziewczynki nie wiedział o jej istnieniu, nie znaczy że nie kochał jej matki, że nie kochał Oli. 


- Olimpia otwórz! - krzyknęła do córki, gdyż sama zajęta była przygotowywaniem kolacji. 
- Wujek! - usłyszała radosny głos córki, a po chwili w kuchni zobaczyła dziewczynkę oraz swojego brata. 
- O proszę, kto do mnie zawitał! - uśmiechnęła się do Maćka, by zatonąć w jego ramionach. - Nawet nie zadzwoniłeś, że przyjedziesz. Ciesz się, że Olimpia akurat jest. 
- Cieszę się, że widzę was obie - przytulił siostrę i siostrzenice.

Kobieta poczuła się tak, jakby była w swoim rodzinnym mieście, przebywała w rodzinnym domu, razem z najbliższymi. Z bratem miała niepowtarzalnie dobry kontakt, który zawdzięcza poniekąd swojej córce. Doskonale pamięta, jak z jej ust padło wyznanie, że zostanie mamą. Pamięta, jak rodzice niemal wyrzucili ją początkowo z domu, a jedynie znienawidzony do tej pory młodszy o dwa lata brat się za nią wstawił. Pamięta, jak wybiegł za nią z domu uprzednio krzycząc na matkę i ojca. To on całą noc plątał się z nią po mieście, sprawiając, że przestała płakać, a nawet uśmiechnęła się i zaczęła cieszyć się tym, że nosi pod sercem małą cząstkę siebie i swojej miłości. Jako jedyny się od niej nie odwrócił. Wręcz przeciwnie. Był z nią przez cały ten czas i jest do tej pory. 

To dopiero tamtej nocy zdała sobie sprawę, że ma brata, na którego zawsze może liczyć. To było wspaniałe uczucie, gdy po raz pierwszy usłyszała bicie serca swojego Maluszka. Popłakała się wtedy, ale miała obok siebie Maćka. Razem chodzili do sklepów dziecięcych i wybierali śpioszki czy zabawki dla jej dziecka. To on pomógł jej odnowić pokój na poddaszu, to on malował ściany, odnowił ich starą kołyskę. To on obrywał za jej zmieniający się humor i biegał do kuchni po zachcianki. To on był przy niej, gdy dowiedziała się, że na świat przyjdzie jej córeczka.  To wreszcie on trzymał ją za rękę, gdy w jednym z Warszawskich szpitali na świat  przyszła Olimpia. Olimpia Łomacz.

- Zasnęła - wyszeptał. Usiadł obok niej na kanapie i przytulił. 
- W końcu swojego ukochanego wujka nie widziała prawie miesiąc, więc ja się nie dziwię, że padła. 
- Dzięki temu możemy pogadać. Ola... - uniósł jej podbródek, ucałował czoło i zmusił spojrzeniem, żeby się uśmiechnęła. 
- To wszystko nie ma sensu... - westchnęła, podchodząc do okna. - Grzesiek mnie nie kocha. 
- Gdyby cię nie kochał, to nie oddałby córki obcej kobiecie, a o tym, że jesteś jej matką, nie wie na pewno.
- To dlaczego jeszcze ani razu nie usłyszałam, że coś do mnie czuje? - odwróciła się w stronę brata. - Maciek, on ma mnie jedynie za opiekunkę dla Olimpii, gdy ma mecze i treningi - jej oczy zrobiły się szkliste. Poczuła na swoich ramionach dłonie brata, który mocno ją przytulił. - Zrozum, ja zwyczajnie boje się tego, że narobiłam tylko niepotrzebnych nadziei Olimpii i niejako też Grześkowi...


~*~*~


Cześć Wam :D
To znowu ja (Dzuzeppe) :)
Maniek się rozchorowała, z resztą ja też i to dlatego tak długo nas tu nie było. :(
Jak widzicie zarówno Grzesiek jak i Ola przeprowadzają poważne rozmowy ze swoimi przyjaciółmi, które miejmy nadzieje przyniosą jakieś skutki :D
Mam pytanie do Was.
Ile jeszcze chciałyście epizodów, żeby się tu pojawiło? :P
Bo my otwarte na propozycje jesteśmy i śmiało możecie pisać do nas na Gadu i zgłaszać pomysły odnośnie dalszych losów naszych bohaterów (namiary znajdziecie w odpowiedniej zakładce KONTAKT) ;-)

Pozdrawiam,
Dzuzeppe:*
 
 Zapraszam:

poniedziałek, 17 lutego 2014

9. "Mi się ta broda podoba, nie przesadzaj."

Grzesiek.
Dzień za dniem wydawał się mu identyczny. Wstawał rano, wychodził na spacer z psem, po powrocie budził córkę, szykował śniadanie, konsumował je z pociechą, szedł na trening, spędzał czas z córką, jadł na obiad, wracał na trening, wsuwał kolację, kładł Olimpię spać, wychodził z Frankiem, po czym sam szedł w kimono. Nie miał czasu dla Oli, ale mimo to pamiętał noc spędzoną z nią w hotelu. Pamięta jak błądził swoimi ustami po jej ciele, szeptał do ucha słodkie słówka, ona się śmiała i oddała się mu. Na jego twarz wstępował uśmiech, gdy i ona była uśmiechnięta. Przedłużał każdy pocałunek, chcą ciągle czuć jej usta i spędzać tę noc wiecznie. Czuł, że przeżywa déjà vu, lecz nie umiał zdefiniować, z którą panienką spędzał równie podobną noc. A powinien.

-Tatusiu, śpisz?- nad kanapą stała Olimpia, trzymając rączki za plecami i przyglądając się ojcu.
-Nie.- wymruczał Grzegorz. Co prawda nie spał, ale nie był też na tyle przytomny, aby kontaktować z rzeczywistością.
-Tato, wykańczasz się na tych treningach!
-To moja praca, Słońce...
-A jak coś ci się stanie przez ten nadmiar pracy?!
-Skąd ty takie mądre zdania wymyślasz, hę?- Olimpia jak na swój wiek była bardzo dojrzała. Używała słownictwa, które Grzegorz nigdy na uszy nie słyszał. 
Mała wychowywała się bez ojca, miała tylko młodą matkę, co wywnioskował z wcześniejszych opowieści córki. Wiele razy poruszał temat jej rodzicielki, chciał dowiedzieć kim jest ta kobieta, która podrzuciła mu dziecko pod wycieraczkę. Jednak blondyneczka milczała jak grób podkreślając, że sam się domyśli. W głębi serca mężczyzna dziękował jej mamie, za to co zrobiła. Dzięki Olimpii jego życie nabrało kolorów i szczęścia, a on uśmiecha się o wiele częściej i niż wcześniej.
-Nie odwracaj kota ogonem, tato. Kiedy ostatni raz byłeś na randce z Olą?
-Nie rozmawiajmy o tym...
-Dlaczego? Tatusiu, ja chcę żebyś był szczęśliwy, a uśmiechasz się tylko gdy widzisz ciocię.
-Nieprawda. Gdy bawię się z tobą też jestem uśmiechnięty.- zaczął łaskotać córkę, a śmiech Olimpii był melodią dla jego uszy. Tak wyobrażał sobie swoją rodzinę, ale w tym obrazku brakuje jednego puzzla, kobiety która uspokoi tą dwójkę - Aleksandry.
-Tatku, weź zajmij się sobą. Zapuściłeś się w ostatnim czasie, nawet Ola tak uważa.- trafnie zauważyła jego córka, leżąc na jego brzuchu. Grzesiek przez ogrom pracy nie zwracał uwagi na swój wygląd, skupiał się tylko na treningach i o utrzymaniu się na wysokim miejscu w tabeli.- W tej brodzie wyglądasz jak King-Kong.
-Mi się ta broda podoba, nie przesadzaj.
-Albo ty zajmiesz się sobą i ciocią w tej chwili, albo ja zrobię to za ciebie.- zakończyła rozmowę sześciolatka i ruszyła do swojego pokoju.
-Nie pyskuj! I wracaj mi tu natychmiast!- Grzesiek podniósł głos, ale bez skutku, gdyż usłyszał tylko huk zamykanych drzwi.- Nie trzaskaj drzwiami, Olimpia!

Ola.
Przez ostatni czas miała spokój od Grześka. Jednak nie była szczęśliwa z tego powodu. Tęskniła za nim, jedyną cząstką jego była Olimpia, która przesiadywała w kawiarence tak jak zwykle. 
Spędzanie czasu z córką dawało jej wiele radości, gdyż widywała ją bardzo rzadko. Chciała, żeby koło Małej siedział Grzegorz, aby był w każdej sekundzie ich życia. Czuła, że gdy wyjawi mu prawdę ich relację nieodwracalnie się popsują. Była tak szczęśliwa, gdy spędzała czas z Łomaczem, mężczyzna miał pomysły jak z bajki. 
Czuła, że jest Królewną, która odnalazła swojego Księcia, jednak była uwięziona w wierzy strzeżonej przez smoka. Jej Książę niepostrzeżenie dostawał się do wierzy i wychodził z niej, ale w przyszłości, ten niewidzialny most spłonie i już nigdy nie spotka swojego Królewicza.
-...mamo?- Olimpia wyrwała ją z transu.
-Tak?
-Myślałaś o tacie, prawda?- dziewczynka splotła dłonie na klatce piersiowej i patrzyła na kobietę spod oka.
-Nie... myślałam o... smokach.- uśmiechnęła się na siłę. Jej córkę prychnęła i usiadła na stole, ciągle patrząc na mamę.- Co to było?
-Obydwoje zachowujecie się, jakbyście się nie znali.
-Przecież wiesz, że tata ma teraz ważne treningi. Musi się skupić, bo odgrywa bardzo ważną rolę w drużynie.
-To że jest kapitanem nie oznacza, że zaraz mam bardzo ważną role.
-Zgadzam się, ale tata jest też rozgrywającym, a to oznacza, że prowadzi całą grę i od niego zależy czy piłka pójdzie w siatkę czy w boisko.
-Skąd to wiesz?- zapytała podejrzliwie sześciolatka.
-Lata słuchania opowieści twojego tatulka.

~*~*~
  Witajcie:* 
Dzisiaj tak króciutko, jak również tydzień później. Oczywiście ja (Maniek) obarczam się brakiem rozdziału tydzień temu, gdyż według mnie, nauka jest na pierwszym miejscu, potem blogi :)
Zapewne niektóre czytelniczki uważają, że tylko Dzuzeppe prowadzi tego bloga i to nie jest zdziwieniem. To ona was zazwyczaj informuje o blogach, ona publikuje rozdziały i odpowiada na nasze komentarze. Natomiast blog prowadzi również Maniek, tylko ona nie udziela się tak na blogu, gdyż musi się przyzwyczaić do nowego otoczenia w jakim się znalazła :)
Dzuzeppe obchodziła w tamtym tygodniu rocznicę na Blogerze! Z tej oto okazji życzymy jej mnóstwa cztelniczek, weny, wspaniałych blogów i czego sobie wymarzy oraz mnóstwa tańczących kotów ♥ Dlatego imprezujemy moi drodzy, nie zważając na prace w ciągu tygodnia :D A podsumowanie jej roku blogowego znajdziecie tu :)
Grzegorz się zapuścił oraz się przemęcza, Olimpia zaczyna mieć humorki i wydaje się być dojrzalsza niż jej wiek na to wskazuje :] Jak myślicie, to dobrze czy źle?

poniedziałek, 3 lutego 2014

8. "A dlaczego, chcesz się mnie pozbyć, wyrodny ojcze? - Nie interesuj się Mała Smarkulo..."

Grzesiek.

Ostatnie dni są dla niego przełomem. Ma wspaniałą córkę; okropnie niezdyscyplinowanego ale i uroczego psiaka; pewną pozycję w zespole; wspaniałych i oddanych przyjaciół. Aż wreszcie poznał Ją, Olę. Sprawiła, że jego życie stało się bardziej poukładane, spokojniejsze, stateczniejsze. Wprowadziła do jego życia radość razem z małą Olimpią. Obie teraz są dla niego motywacją do walki o jak najwyższe cele. Na dalszy tor zeszło szukanie matki Małej. Zdecydował jednej nocy, gdy nie mógł spać, że nie zrezygnuje z kontaktów z córką, ale jej matka poniesie srogie konsekwencje tego, co zrobiła, zostawiając u niego dziecko. Nie wie, czy to słuszna decyzja, ale teraz, gdy pojawiła się ta przepiękna blondynka, jego serce zaczęło szybciej bić. Bić dla Oli.

- Oli, masz ochotę spędzić wieczór z ciocią Alą? - pyta się córki, odbierając ją z kawiarenki klubowej, w której pracuje Ola.
- A dlaczego, chcesz się mnie pozbyć, wyrodny ojcze? - staje na środku parkingu i wpatruje się z uśmiechem w oczy ojca. - Czyżbyś chciał spędzić czas z ciocią? - patrzy zadziornie na niego, rączkami podpierając boki.
- Nie interesuj się Mała Smarkulo - potargał jej włosy i zaśmiał się głośno. - Ale masz rację. Chcę spotkać się z ciocią. To jak? Obecność cioci Ali może być na dzisiejszy wieczór? - ukucnął przed córką i spojrzał błagającym wzrokiem na nią.
- Pewnie tato - rzuciła się na niego, powodując upadek ich obojga. W takiej sytuacji zastał ich Bartek Gawryszewski, którego dziewczynka w ostatnim czasie polubiła i w główce już uknuła sprytny plan.
- No jak dzieci, jak dzieci - popatrzył na nich z politowaniem. 
- Każdy jest dzieckiem, wujek - dziewczynka zarechotała wesoło, a Grzesiek poczuł, że to tego mu właśnie przez te lata brakowało. Brakowało mu uśmiechu najważniejszej osoby w życiu. Podświadomie czuł, że ktoś nie jest z jego powodu szczęśliwy. - Więc dziś ty wujek poczujesz się dzieckiem i obejrzysz ze mną i ciocią Alą jakiegoś Artura, co w krainie Minimków był - podbiegła do Bartka i rzuciła się w jego ramiona, by po chwili podziwiać świat z wysokości dwóch metrów.
- Tak moja panno, to się zachowywać nie będziesz - pogroził groźnie palcem Grzesiek, jednak na nikim nie zrobiło to wrażenia.
- Ale ja chętnie spędzę dzisiejszy wieczór z Olimpią - odezwał się Gawryszewski, wprawiając w uśmiech Łomaczów.
- Widzisz tatku, sprawa załatwiona. Ja z Wujkiem Bartkiem i ciocią Alą, a ty z Olą - Grzegorz popatrzył jedynie z lekkim uśmiechem na córkę i razem z przyjacielem weszli do hali.

Małą ponownie odprowadził do kawiarenki i oddał w opiekę Oli, którą już wcześniej zaprosił na uroczystą kolację do restauracji. Na treningu grał jak natchniony. Rozgrywał tak, że zawodnicy po drugiej stronie siatki nigdy nie byli punktualnie z rękoma, by cokolwiek zablokować. W momencie, gdy na dolnych trybunach zasiadły dwie panny O. grał jeszcze lepiej, a inni mieli już dosyć tego, że nie byli w stanie powstrzymać ataków jego drużyny. Często decydował się również na kiwki czy nawet ataki z drugiej piłki. W końcu dziś był na fali. Dzięki Olimpii i Oli odnalazł światełko w tunelu, więc biegnie do wyjścia. Biegnie do Nich, bo spokojnie może powiedzieć, że obie już pokochał. Olimpię jako córkę i Olę jako kobietę swojego życia. Poczuł, że w tak krótkim czasie obie znalazły dla siebie miejsce w jego sercu. 

Cały dzień zleciał niepostrzeżenie i po osiemnastej wychodził razem z dziewczynami z budynku hali. Uważnie zapiął Olimpią w foteliku oraz otworzył drzwi Oli. Obie uśmiechały się do niego szczerze. On również się uśmiechał. Był szczęśliwy. Chciałby chyba, żeby tak własnie wyglądała jego rodzina. Będzie do tego dążył. Odwiózł dwudziestopięciolatkę do jej mieszkania, dał się namówić córce na szybkie zakupy w supermarkecie, gdzie Olimpia wrzucała do koszyka same niezdrowe rzeczy, ale dziś jej na to pozwolił. Dziś miał dobry humor. Przed drzwiami jego mieszkania czekała już Ala z torbą zakupów. Gdy tylko weszli do środka od razu zagoniła go po łazienki, żeby szykował się na spotkanie z Olą, a sama zajęła się dziewczynką i przygotowywaniem pizzy. 

- Dobrze wyglądam? - spytał, stając w progu salonu ubrany w czarny, perfekcyjny garnitur i śnieżno białą koszule, którą dosłownie parę minut wcześniej prasowała Ala.
- Genialnie - przyjaciółka uniosła kciuk w górę.
- Zarąbiście Ojczulku - odezwała się Olimpia. - Więc teraz czas, żebym coś powiedziała - stanęła na kanapie, złożyła dłonie i zaczęła mówić. - Drogi ojcze... Dziś nadszedł dzień, w którym wyfruwasz z rodzinnego domu, spod mojej i cioci opieki i idziesz w świat, idziesz spotkać się ze swoją dziewczyną...
- Olimpia... - wtrącił.
- Cicho! Proszę mi nie przerywać! Kończąc swoją przemowę mam tylko dla ciebie tato jedną wskazówkę... Nie spiernicz tego! - wystawiła mu język i zaraz skryła się w ramionach Ali.
- Gdzie ty się takiego słownictwa nauczyłaś?!
- Tu, w mieszkaniu tato... - zachichotała. - Codziennie rano tak krzyczysz na Franka - wystawiła język, wtulając się w spokojnie śpiącego obok psa. - Powodzenia, tato.

Został wyściskany przez obie panie, a potem spokojnie ruszył schodami w dół do samochodu. Dopiero odpalając silnik, poczuł strach. Zaczął się bać, że rzeczywiście coś spierniczy i Ola nie będzie chciała go znać. Bał się, że dziewczyna zacznie być zazdrosna o jego przyjaciółkę, o córkę, o kolegów z drużyny. Bał się, że po prostu zniknie któregoś dnia z jego życia i więcej już jej nie zobaczy. Z takimi myślami ruszył w kierunku osiedla Aleksandry.


Ola.

Nie pamięta już, kiedy ostatnio tak bardzo się denerwowała i była niepewna, czy robi dobrze. Chciałaby móc już teraz powiedzieć całą prawdę, ale wie, że to nie jest jeszcze odpowiedni moment. Mimo tego, że w głowie wszystko miała już od dawna poukładane, nie myślała, że jej plany tak bardzo zmienią się pod wpływem Grześka i tego, co się wokół nich zaczęło dziać. A tak bardzo chciałaby wrócić do dawnych czasów i móc wtedy wyznać mu prawdę, a nie uciekać jak tchórz. W zasadzie to wtedy nim była. Była zraniona, niepewna, podzielona między rodzinę i Niego. Musiała postąpić tak, żeby wszystko było łatwiejsze. 

Podeszłą do okna i patrzyła się, czy na parkingu przed blokiem nie parkuje samochód, który ostatnimi czasy poznałaby wszędzie. Patrzyła się, jak światła latarni oświetlają drogę. Po krótkiej chwili zobaczyła samochód, a jej telefon zaczął wibrować. Odebrała wiadomość, odpisała, że już schodzi, założyła swój burgundowy płaszcz, wzięła torebkę i wyszła z mieszkania, zamykając je. Zbiegła na dół, gdzie przy drzwiach czekał już na nią mężczyzna w doskonale skrojonym garniturze i czarnym płaszczu z czarującym uśmiechem wymalowanym na ustach i iskierkami w oczach.

- Witam - ucałował delikatnie jej policzek, a już się zarumieniła. - To dla ciebie - podał jej bukiet różowych tulipanów.
- Są piękne...
- Nie piękniejsze od twojego uśmiechu... 

Droga do celu trwała dosłownie kilka minut. Nie spodziewała się, że Grzesiek zabierze ją w tak piękne miejsce, że będzie w stanie to wszystko zorganizować. Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia, gdy rozpostarły się przed nią drzwi do jednego z hotelowych apartamentów. Na środku pomieszczenia stał zastawiony stół, a obok gotowe dania, które były dla nich przeznaczone. Poczuła się tak, jakby to wszystko było bajką. Jakby cały jej przyjazd do Gdańska okazał się snem, z którego kiedyś się obudzi. Jednak to nie był sen. To wszystko działo się na żywo. Grzesiek stał przed nią i nieśmiało chwycił jej dłonie. 

- Podoba się? - zapytał cicho, muskając skórę tuż przy jej uchu.
- Jest jak w bajce...

Cały wieczór był dla niej jedną wielką bajką. Bajeczne były jego oczy, gdy patrzyły się prosto na nią. Bajeczny był jego radosny śmiech, który tak często widziała również u Małej. Bajeczny był jego głos, gdy opowiadał jej o swoim życiu, które przecież i tak doskonale znała. Bajeczny był jego dotyk, gdy obejmował ją w tańcu do kawałków Coldplay.









Ala.

Przygotowuje właśnie kolację dla siebie i Olimpii. Nie spodziewała się, że może tak bardzo polubić tą małą dziewczynkę. Ale to właśnie dzięki niej zrozumiałą, że czekanie na cud nie jest dla niej. Postanowiła, że musi zacząć żyć dla siebie, a nie dla Grześka. To małe, przebiegłe dziecko potrafiło pokazać jej to, czego ona nie potrafiła zobaczyć przez wiele lat. W myślach dziękuje sobie, że pozwoliła dotrzeć temu dziecku do siebie. Właściwie to chyba pokochała ją tak, jakby Mała była jej siostrzenicą. Polubiła tę małą blondyneczkę i tak samo jak jej przyjaciel nie pozwoli, żeby Mała zniknęła za chwilę z ich życia.

- Ciociu, bo wiesz... Ja wczoraj spotkałam z tatą wujka Bartka i on zaraz tu będzie... - usłyszała cichy głosik dziewczynki za swoimi plecami.
- Jaki wujek Bartek? Olimpia teraz mi mówisz? - zaśmiała się do sześciolatki, wskazując na swój niewyjściowy strój, a mianowicie stare wytarte jeansy i rozciągnięty sweter.
- Wyglądasz pięknie, ciociu - mała uśmiechnęła się słodko, a wy tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. - Otworze! - dziewczynka krzyknęła i pobiegła razem ze swoim psem do przedpokoju, a kobieta szybko próbowała umyć ręce i ogarnąć kuchnię swojego przyjaciela.
- Cześć Mała! - usłyszała radosny męski głos. - A co ty tu sama jesteś?
- Jest Franek - jak na zawołanie pies zaszczekał. - No i ciocia jest jeszcze w kuchni...
- Już jestem tu - odpowiedziała, pojawiając się w przedpokoju. Kiedyś miała okazję poznać Bartka, jednak było to dawno temu. - Nie wiem czy mnie pamiętasz... - zaczęła.
- Pamiętam... Takiej osoby, jak ty, nie da się zapomnieć - uśmiechnął się czarująco, na co mała Olimpia wykrzywiła się, bo wiedziała już, że jej plan zaczął działać. Jej ulubiony siatkarski wujek polubił się z jej ulubioną ciocię. 
- Jak by nie patrzeć, to może ja jestem trochę mała, ale nadal tu jestem! Franek idziemy - zdenerwowała się sześciolatka, tupnęła nóżką, złapała psa za smycz i ruszyła w stronę kanapy. - No normalnie jak z dziećmi! Franek powinieneś być po mojej stronie! - krzyknęła jeszcze, gdy pies się jej wyrwał i pobiegł do nowego gościa, włączając sobie kanał z bajkami w telewizji. 

Ala zaprosiła siatkarza do środka. Poprosiła go, żeby udobruchał jakoś dziewczynkę, a sama zabrała się za kończenie kolacji, którą będzie dziś domowej roboty pizza. Co chwilę zerkała na to, jak Bartek próbował dotrzeć do małej blondynki i jak jego czyli legły w gruzach za każdym razem. Uśmiechnęła się, gdy chłopak zaczął łaskotać dziewczynkę do tego stopnia, że ta zaczęła zanosić się od śmiechu. Złapała się na tym, że przez krótką chwilę pomyślała o nim, jak o ojcu jej dzieci, jako o swoim mężu. Spodobała się jej ta wizja, jednak nic nie dzieje się od tak.

- Zasnęła? - usłyszała pytanie, gdy wyszła z pokoju dziewczynki.
- Na szczęście tak... Dochodzi północ, a to dziecko, jakby z każdą minutą miało więcej siły - usiadła obok chłopaka na kanapie, głaskając psa, który dziś nie chciał wyjątkowo spać w pokoju Olimpii.
- Pewnie po Grześku taka jest...
- Może... - rozłożyła się wygodnie, zamknęła oczy i starała się odpocząć po dzisiejszym dniu. Nie wiedziała, że jej towarzysz z każdą mijającą sekundą zbliżał się do niej; że chciał dotknąć jej delikatnej skóry; zasmakować ust. Poczuła jego dłoń, unoszącą jej podbródek i powoli otworzyła oczy. Zobaczyła jego radosną twarz, roześmiane oczy.
- Mogę?
- A chcesz? - odpowiedziała szybko.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - przybliżył się do niej. Przymknęła oczy. Już miał dotknąć jej ust, kiedy Franek zerwał się gwałtownie, a on runął na nią. - Nigdy więcej nie pójdę z tym psem na spacer! - krzyknął, by po chwili delikatnie posmakować ust Ali. - Jednak z tobą chętnie się gdzieś wybiorę - uśmiechnął się, podając kieliszek z winem. - Nasze zdrowie...


~*~*~
Dzuzeppe : No bo dla niektórych z Was Ala wydała się główną bohaterką, więc postanowiłyśmy i jej dać odrobinę szczęścia :D
Ale oczywiście tego wszystkiego by nie było, gdyby nie mała Olimpia. Ta dziewczynka spokojnie mogłaby zawodowo swatać ludzi :D
Ferie mi się skończyły :(((
Zapraszam na:

Pozory małżeństwa #17  /  Sobotnia noc #12  /  Pytania?
Maniek : Cześć :* 
Jest wątek Ali :) Dziewczynie się chyba należy, czyż nie? Opiekuje się Olimpią, ale czas na miłość też musi znaleźć, bo przecież Grześ to tylko o Oli myśli :] 
Szczerze, to piszemy tego bloga, z Łomaczem jako ojcem, ale ja do tej pory nie widzę go w tej roli :D No, ale mam nadzieje, że w przyszłości ta wizja bardziej przyswoi się do mojego umysłu :P
Pozdrawiam cieplutko :*
Zapraszam:
Muzyka, przyjaźń / Zaczynamy z niczym

poniedziałek, 27 stycznia 2014

7. "Więc może nie warto się w nim kochać?"

Grzesiek.

Dziewczynka gości w jego życiu już dwa tygodnie. Nie sądził, że może się tak do tej małej istotki przyzwyczaić. Nie spodziewał się, że może pokochać tego człowieka na tyle mocno, by chcieć zostać przy niej już na zawsze i nie stracić swojej córki po raz drugi. Nigdy nie pomyślał by, że kiedykolwiek przyjdzie taki moment, że stanie się odpowiedzialny nie tylko za siebie, lecz w szczególności za kogoś i to w tak wielkim stopniu, jak czuje się odpowiedzialny teraz za swoje dziecko. Nie myślał, że ktokolwiek spróbuje go zmienić i uda mu się. A to właśnie ta mała blondyneczka, która zagościła w jego życiu, zmieniła go.

Dziś niedziela.  Połowa czasu, jaki dostał od matki Olimpii została już wykorzystana. Te kilkanaście dni było dla niego równocześnie i trudne i najszczęśliwsze w jego młodym jeszcze życiu. Wcześniejsze szczęśliwe momenty były jedynie namiastką tego, co poczuł, słysząc codziennie na dobranoc "kocham cię, tato". Nic nie było tak wspaniałe, jak wspólne śniadania, obiady, kolacje, spacery, zakupy, wygłupy w parku. Nic nie dało mu tyle siły do walki w przeciągu ostatnich kilku lat, oprócz tych chwil spędzonych z córką. Nadal nie wie, co może już na pewno ułożyć sobie w głowie.  Nie wie najważniejszego.  Nie wie, kto jest mamą dziewczynki, która biegnie właśnie w jego stronę. 

- Cześć tata - wskakuje mu w ramiona i mocno ściska szyję.
- Bo mnie udusisz - śmieje się w głos.
- Kocham cię po prostu... Ciocia zaraz przyjdzie, tylko zamknie kawiarenkę. Bardzo jesteś zmęczony po meczu, tato? 
- Troszeczkę - całuje ją w czoło.
- To dasz się namówić na spacer po plaży?
- Z tobą zawsze, Skarbie - mierzwi jej włoski, stawiając na ziemi.
- Ale nie ze mną, tylko z ciocią.
- Co ze mną? - nagle widzi przed sobą rozweseloną blondynkę, która, dokładnie tak samo jak ty, mierzwi włosy twojej córce.
- Mała wykombinowała, że pójdziemy dziś wieczorem razem na plaże - uśmiecha się do dziewczyny.
- No bo mówiłaś ciociu, że tyle już tu mieszkasz, a jeszcze nie miałaś okazji, żeby pochodzić po molo, więc pomyślałam, że ty tato mógłbyś ciocie oprowadzić - puszcza do niego oczko, a do dziewczyny uroczo się uśmiecha.
- Oli, ale ja nie mogę zawracać twojemu tacie cały czas głowy...
- Ale nie zawracasz - siatkarz od razu protestuje. - Zawiozę jedynie małą do Ali i z powrotem będę u ciebie - zwraca się do blondynki. - Zgadzasz się?
- No jeśli ty tego chcesz? - chłopak kiwa głową, a jego córka uśmiecha się od ucha do ucha. 
- To teraz odwiozę cię do domu, potem Oli i za godzinę widzimy się z powrotem - uśmiecha się do obu blondynek i zaprasza je do swojego samochodu.

Najpierw podjeżdża pod adres tej dorosłej i żegna się z nią buziakiem w policzek, a potem parkuje samochód przed blokiem, w którym mieszka jego przyjaciółka. Wesoło wbiega na najwyższe piętro budynku razem z córką, puka do mieszkania i już po chwili wita się w brunetką. Wyjaśnia jej, dlaczego zostawia u niej córkę, zapewnia, że jak sama będzie mieć dzieci, to on będzie się nimi zajmować, aż wreszcie zerka na zegarek i mówi, że strasznie się spieszy. Dosłownie po minucie obie panie widzą już, jak odjeżdża z piskiem opon spod bloku.

- Chcesz coś do jedzenia? - Olimpia słyszy pytanie i od razu na nie odpowiada, że z chęcią coś zje. Idzie za Alą do kuchni i patrzy, jak dziewczyna przygotowuje jej kanapki. - Dlaczego się tak mi przyglądasz? Ubrudziłam się? - Alicja śmieje się do córki swojego przyjaciela.
- Nie... Po prostu jest mi przykro, ciociu, że jesteś sama...
- Ten, którego kocham, nie kocha mnie....
- Więc może nie warto się w nim kochać? - mimo pierwszego uprzedzenia dziewczynka szczerze polubiła przyjaciółkę swojego ojca. Na prawdę chciałaby, żeby ta kobieta była szczęśliwa, lecz nie z jej ojcem. - Ciociu, nie trać czasu i zakochaj się w kimś innym...
- Po kim ty jesteś taka mądra, co?
- Po obojgu rodzicach...


Ola. 

Jeszcze nigdy nie brała tak szybko kąpieli, nie suszyła tak szybko włosów, nie szykowała tak szybko stroju. W ogóle przez ostatnie lata dla nikogo się tak nie szykowała, jak teraz szykuje się dla Grześka. Przez ostatnie lata po prostu nie miała ani czasu ani tym bardziej ochoty, żeby kogoś poznać. Musiała się utrzymać i pokazać, że potrafi żyć normalnie. Teraz wie, że przyszedł czas, by zawalczyć o samą siebie. W zaważającym tempie zrobiła sobie delikatny, świeży makijaż, założyła naszykowane ubrania i czekała zgodnie z zapowiedzą przed czasem przed klatką swojego bloku. 

Stała, czekała, rozglądała się, a jego wciąż nie było. W końcu postanowiła już nawet wracać do domu, lecz wtedy ktoś zasłonił jej oczy swoimi dłońmi. Jej plecy przywarły do czyjejś klatki piersiowej. Jej włosy rozwiewał czyjś oddech i delikatny wiatr, który pomykał ulicami Gdańska. Jej dłonie odnalazły dłonie oprawcy, który stał za nią. Jej umysł zaczął szaleć, gdy poczuła okalające jej ciało perfumy mężczyzny. Jej bębenki uszne popadły w upojenie się cichym szeptem chłopaka. Jej rozum rozpoznał w nim Grześka.

- Witaj ponownie, Piękna... - wyszeptał. - Pozwolisz mi się porwać w podróż w nieznane dla ciebie?
- Nie mam innego wyjścia - uśmiechnęła się, a po chwili poczuła jak okręca jej ciało do siebie i składa delikatny pocałunek na jej policzku. Tak tuż przy ustach. Gdyby była młodsza,   pomyślałaby, że boi się posunąć dalej. Teraz wie, że na prawdę się boi. 

Chwycił jej dłoń w swoją i ruszył chodnikiem przed siebie, a ona za nim. Jak marionetka kierowana przez komika, który porusza jej ciałem. Jak cień za człowiekiem. Szła wpatrzona w jego prawy profil i uśmiechała się sama do siebie. Chyba właśnie w tym momencie była szczęśliwa. Szczęśliwa, jak jeszcze nigdy wcześniej, bo jej młodzieńcze uczucie nigdy nie będzie równać się z tym, co czuje teraz. Teraz czuje się prawdziwą kobietą, a wcześniej była jedynie zakochaną nastolatką, która myślała, że życie nie ma konsekwencji.

- Masz wsuwkę? - słyszy pytanie chłopaka, a po chwili pozwala, by wiatr doszczętnie porwał tej nocy jej włosy w swoje władanie. 
- Po co ci? - pyta zaskoczona
- Chcesz pospacerować po molo?
- Tak, ale...
- Więc nie ma żadnego ale... - złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.

Poddała się mu. Uwierzyła, że tak właśnie powinno być. Że powinna wariować z chłopakiem, w którym się zakochała. Że powinna patrzeć na to, co dzieje się obecnie i wreszcie zacząć żyć. Że powinna była właśnie tak zachowywać się od zawsze. Że powinna od kilku lat walczyć o szczęście. Że powinna pokazać, kim tak na prawdę jest. Ale o przeszłości nie potrafi zapomnieć. Nie potrafi wymazać z pamięci tego, że gdzieś w świecie jest jej dziecko. Mała blondynka, którą kocha najmocniej. Jej mała kopia, bez której nic, co ma teraz, by się nie wydarzyło. Dziewczynka, która pomaga jej odzyskać szczęście. Dziewczynka, której ojcem jest mężczyzna, który właśnie w blasku Księżyca, na jednej z gdańskich plaż muska jej usta pocałunkiem i wcale nie wie, jaka jest prawda.

Powoli kierują się z powrotem w kierunku mieszkania dziewczyny. Dla zwykłego przechodnia wyglądają na zakochaną szaleńczo w sobie młodą parę, jednak nikt nie pomyślał by, że mają tak wielka wspólną przeszłość, która łączyć będzie ich już na zawsze. Wyglądają na szczęśliwych i rzeczywiście tacy się czują. Zwłaszcza Ola. Docierając do budynku staje przed Grzegorzem. Po chwili czuje jego palce, które unoszą do góry jej podbródek, by patrzyła prosto w jego oczy tak samo, jak robi to on, upajając się widokiem głębi jej zielonych oczu. Czuje, jak chłopak drugą ręką obejmuje ją w talii i przyciąga do siebie. Czuje przyspieszone bicie jego serca, oddech okalający jej twarz. Czuje, jak jej usta ponownie przywierają do jego warg. Przez chwilę. Przez moment. Kilka sekund. 

- Do jutra, Olu...

~*~*~


Witamy ponownie :*

Jak widzicie Nasz Olimpia potrafi zadbać o wszystkich, co się uwidoczni również w następnym rozdziale, ale o tym za tydzień dopiero :P
Grześ i Ola sobie spacerują po mieście i dobrze się bawią.
Tylko czy nie jest im za dobrze? :P
Ja ze swojej strony (Dzuzeppe) mówię już teraz, że Ala - przyjaciółka Grzesia wzięta przez niektóre z was za główną bohaterkę też będzie szczęśliwa :D
Trzymajcie się w te mroźne dni, bo ja, Dzuzeppe, już parę razy wylądowałam na tyłku :(
 
Pozdrawiamy :* :*

Ps. Co sądzicie o losowaniu?
Dla mnie to była świetna uroczystość. Pieść o Małym Rycerzu - GENIALNA.
Tak samo "Zawsze tam gdzie ty" na koniec zwieńczona konfetti :D

Zapraszamy: 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

6. "Nie bądź chwalipiętą, tato..."

Grzesiek.

Mieszka z córką tydzień. Zaczyna przyzwyczajać się do tego, że Mała zasypia w jego ramionach. Zaczyna uwielbiać chwile, gdy, łaskocząc ją, w jej policzkach pojawiające się dołeczki, a z jej twarzy nie schodzi uśmiech. Zaczyna lubić codzienne ranne przebieżki z Frankiem, łącząc przyjemne bieganie z koniecznością wyprowadzania psa, który niestety kilka godzin dziennie musi spędzić w zamkniętym mieszkaniu. Zaczyna również coraz częściej myśleć o tej drobnej blondynce, którą codziennie spotyka na treningach, która codziennie zajmuje cię jego dzieckiem, która zaczęła nawet gościć w jego mieszkaniu.

Jak co dzień je śniadanie w obecności sześciolatki i jej psa. Jak co dzień idzie myć zęby razem ze swoim dzieckiem. Jak co dzień czesze jej włosy i robi niezgrabne warkocze, które potem zwykła poprawiać Ola. Jak co dzień zaczynają wyglądać jego kolejne dni. Dziś postanowił coś zmienić. Zabrać córkę na zakupy, a przy okazji zaprosić dwudziestoparolatke na kolację, żeby odwdzięczyć się jej za posiłki przygotowywane dla niego samego, jak i przede wszystkim dla małej blondyneczki, która wywróciła jego życie do góry nogami. Kończy trening, bierze prysznic i z radosnym nastrojem zmierza w kierunku klubowej kawiarenki.

- Moje panie gotowe? - pyta od progu, na co obie reagują zdziwieniem i szczerym uśmiechem.
- A na co mamy być gotowe, panie Łomacz? - od Oli promienieje światło i uśmiech, który zagościł na jej twarzy. Grzesiek od razu to zauważył. Z resztą ostatnio, gdy spacerowali parkowymi uliczkami też go widział. Tak samo jak widział iskierki w jej oczach. - Chyba nie chce pan nas porwać? - spytała podejrzliwie, by po chwili wybuchnąć śmiechem, co jeszcze bardziej mu się spodobało.
- A żebyś wiedziała, że was obie porywam - wyszczerzył się, łapiąc córkę w swoje ramiona i podnosząc do góry. - Jedziemy na zakupy, a potem zapraszam was na kolację.
- Pojedziemy potem wszyscy do McDonalda? - zaciekawiła się dziewczynka.
- Nie. Jedziemy do domu, gdzie pokarze wam obu, jak gotują prawdziwi mężczyźni - dumnie wypiął pierś do przodu, a Olimpia przystawiła do niej wyciągnięty palec i głośno wypuściła powietrze z ust. 
- Nie bądź chwalipiętą, tato - wystawiła mu język i zwinnie wysunęła się z jego ramion, by popędzić do Oli i schować się za jej nogą.
- Mała wredota... Ciekawe po kim to masz, bo ja zawsze byłem aniołkiem...
- Po mamusi, tato... - wystawiła język zza Oli, by za chwilę ruszyć w drogę ucieczki.

Niespełna godzinę później Grzesiek spacerował po jednej z gdańskich galerii z córką, trzymając ją za rękę. Nawet nie zauważył momentu, gdy Olimpia chwyciła również Olę za dłoń. Nie mógł widzieć, jak pogodnie patrzyli się na niego ludzie. Nie widział, jaki uśmiech pojawił się na twarzach jego towarzyszek. Nie wiedział, że obie poczuły się tak, jakby to było właśnie ich miejsce, jakby od zawsze powinny trwać przy Grzegorzu Łomaczu. On wiedział jedynie to, że taka sytuacja bardzo mu odpowiada.

Patrzył na buszujące wśród sklepowych wieszaków dwie blondynki, które rozumiały się doskonale. Uśmiechał się na widok lekkich sprzeczek co do tego, jaki kolor ma mieć nowa sukienka, spodnie, czy bluzeczka. Dla niego to wszystko było nowością. Gdyby nie Ola pewnie zmarnowałby wszystkie ubranka córki w praniu, jednak w odpowiednim momencie dostał reprymendę i teraz już wie na przyszłość co i jak. Dziś chciał im obu podziękować. Uroczej małej blondyneczce za to, że wlała do jego życia kolory, a tej nieco starszej podziękować za pomoc i zbliżyć się do niej. Tak. Chciał się do niej zbliżyć.

- Zadowolone? - spytał zapinając pasy w swoim samochodzie.
- Oczywiście! - z tyłu pojazdu krzyknęła Olimpia.
- Było fajnie, ale nie musiałeś upierać się na tą sukienkę. Przecież ona kosztowała jedną czwartą mojej pensji - usłyszał dalsze marudzenie Oli, która siedziała obok niego i lekko się uśmiechała, na co i on nie pozostał dłużny. Zbliżył się do niej i lekko musnął jej policzek pocałunkiem. Zauważył, że momentalnie oblała się rumieńcem. Takim, który bardzo mu się spodobał. Takim, który dodał jej uroku. - A to za co?
- Za to, że mi pomagasz i pojawiłaś się w moim życiu... - uśmiechnął się i ruszył. Nie widział, jak na twarzy córki zagościł uśmiech, a jej oczy zaświeciły się. Nie wiedział, że teraz była naprawdę szczęśliwa. Teraz. Z Grześkiem i Olą... 


Ola.

Tak wiele dałaby za to, aby przed laty ktokolwiek całował ją bez powodu w policzek. Oddałaby wszystko, aby móc poczuć wtedy to, co dziś działo się w jej żołądku, gdy usta Grześka stykały się z jej skórą. Zapłaciłaby każdą cenę, by taki ktoś jak Łomacz był przy niej wtedy, gdy potrzebowała silnego ramienia, opieki i troski. Urwałaby nawet kontakty z bliskimi, gdyby ktoś taki jak on powiedział jej kilka lat temu, że ją kocha i chce, żeby z nim gdzieś wyjechała. Była zakochana, a mimo wszystko pozwoliła na to, by wszystko stracić, a dziś żałuje, że bała się powiedzieć prawdy.

Posadzona razem z Oli na wysokich krzesłach przed blatem kuchennym, gdzie dziś brylował właściciel mieszkania, rozmyślała na różne tematy, jednak przewodzącym był on. Grzesiek. Śmiała się razem z jego córką z tego, jak nieudolnie posługiwał się tłuczkiem do mięsa, którym rozbijał piersi z kurczaka, jak starał się odpowiednio dobrać przyprawy i jak chciał ukryć to, że na blacie leży przepis, w który zerka. Zrobiło się jej żal i postanowiła pomóc rozgrywającemu. Stanęła obok niego i po kolei mówiła, co trzeba dodać. Chłopak urządził z ich wspólnego gotowania spektakl dla dziewczynki.

- To kiedyś było zwierze, a teraz będzie to nasze dzieło zbrodni, którą potem wszyscy popełnimy... - w jego dłoni znalazł się kuchenny nóż. - Zbrodni doskonałej, bo nie zostawimy nawet kęsa - uśmiechnął się do Oli, która właśnie przygotowywała pieczarki razem z porem do duszenia. - Dziecko drogie, w najbliższym czasie idziemy na basen, abyśmy zgubili wszystkie kalorie, które za pomocą zgrabnych rąk mojej pomocnicy Oli trafią do naszych brzuchów... - podszedł do córki i pochwycił ją na ręce. - Bardzo głodnych brzuchów małych dzieci - zaczął ją łaskotać, a ona stojąca obok o mało co nie pozwoliła płynąć jednej samotnej łzie po policzku, wycierając ją szybko. - A teraz zobaczymy, jak bardzo głodna jest nasza pani kucharka, która zabrała mi pracę - zobaczyła chytry uśmiech na twarzy bruneta i już wiedziała, że nie znaczy to nic dobrego. 

Chwyciła za stojącą na blacie szklankę z mąką i sypnęła nią w kierunku siatkarza. Usłyszała głośny śmiech dziecka, który był balsamem dla jej uszu oraz krzyk mężczyzny, że się odgryzie. Po chwili sama poczuła, że na jej twarzy znalazł się biały proszek. Uśmiechnęła się i ruszyła do ataku. Stała naprzeciwko Grześka i rzucała w jego stronę sypką substancję, powodując jeszcze głośniejszy śmiech dziewczynki. Wystarczyło jedynie jedno spojrzenie w stronę rozgrywającego, a po chwili oboje nacierali mąką sześciolatkę, która wyglądała potem, jak mały aniołek.

Brunet zarządził rozejm, a dopiero wtedy zobaczyła jaki bałagan powstał w kuchni. Wygoniła dziewczynkę i jej ojca do łazienki, a sama zabrała się za sprzątanie. Pół godziny później zajadali się już przepyszną kolacją, wygłupiając się przy tym co nie miara. Gdy Grzesiek układał do snu Olimpię, po prostu wstała i zaczęła się ubierać. Wyszła z mieszkania bez pożegnania, zeszła na dół i dopiero tam zorientowała się, że zostawiła torebkę w samochodzie siatkarza. Postanowiła wrócić. Zapukała do drzwi, które momentalnie otworzyły się i ujrzała w nich zmartwionego Grzesia.

- Dlaczego uciekłaś?
- To był najlepszy moment dla Olimpii, żebym wyszła...
- Ale nie dla mnie... Skoro wyszłaś, to co tu robisz?
- Moja torebka z kluczami, telefonem i ogólnie wszystkim jest w twoim samochodzie... Mógłbyś..?
- Nie.
- Co? Dlaczego? 
- Bo dziś zostaniesz tu... - wciągnął ją do środka i sam zdjął kurtkę. - Nie dla Olimpii, lecz dla mnie... Zostaniesz, napijemy się wina, a potem grzecznie położysz się spać w mojej koszulce w moim łóżku i zaśniesz... - zaprowadził ją do salonu i posadził na kanapie.
- A ty?
- Ja będę spał tu i nawet nie miej ochoty się ze mną sprzeczać, bo i tak przegrasz - uprzedził jej działania, podał wino i po prostu przytulił do swojego ramienia.


~*~*~
Dzuzeppe : Witam was :*
Trochę więcej wariacji dziś, mam nadzieję, że się podobają :D
Grzesiu też tak jakby bardziej pokazuje, że Ola mu się podoba, tylko czy będzie to dalej trwało? :P A i jak widzicie Ola również nie jest do niego uprzedzona :P
Trzymajcie się tam jakoś :*
I nie mdlejcie, oglądając szczypiorniaków :D
Zapraszam:

Maniek : Cześć :*
Grzesiu nie domyśla się, ze to Ola jest mamą małej. Jednak prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, więc oczekujcie tego :)

Cieszę się, że bardzo polubiliście Olimpię ♥ Jak widzicie to radosny dzieciak, z wieloma pomysłami i bardzo sprytny :P
Pozdrawiam cieplutko :*
Zapraszam:
Muzyka, przyjaźń / Zaczynamy z niczym

poniedziałek, 13 stycznia 2014

5. " Chłopaki... To jest moja córka, Olimpia Łomacz..."

Grzesiek. 

Myślał, że tak miło spędzone popołudnie nie jest możliwe w jego dziwnym i nie pookładanym życiu. Myślał, że takie kobiety jak Ola wolą zabawiać się ze swoim chłopakiem, a nie wziąć na siebie opiekę nad małą dziewczynką. Myślał na początku, że to jakiś sen i zaraz bańka pryśnie, a on sam się obudzi. Wszystko jednak działo się naprawdę. Ta dziewczyna po prostu mu się spodobała, a i patrząc w jej oczy, widział radosne iskierki. Zdziwiła go i intrygowała jednocześnie. Była taka o jakiej marzył. Idealna dla niego.

Cieszył się, że i dziś się z nią spotka. Dziś również miała zajmować się jego córką, gdy sam będzie wylewać siódme poty tylko po to, aby zarówno Mała jak i Ola były z niego dumne, 
że gra najlepiej, jak tylko potrafi. Poranek znów przyniósł mu sprzątanie kałuży, lecz polubił tego wrednego psiaka, bo tak naprawdę to kochał zwierzęta.  Gdy wczoraj kładł dziewczynkę do łóżka i widział, jak zwierzak polizał ją po policzku i spokojnym krokiem wyszedł z jej pokoju, zrozumiał, że Franek już mu zaufał i on też musi to zrobić. Rano wiedział, że da sobie radę i z tym, by nauczyć go funkcjonować w mieszkaniu.

Szczęśliwy wręcz sam unosił się nad ziemią na treningu.  Fruwał nad parkietem, wprawiając w osłupienie innych. Odświeżył się, przybrał, i zadowolony ruszył do klubowej kawiarenki, by odebrać córkę od Oli i zabrać ja na zakupy. Przekraczając próg małego pomieszczenia zrobiło mu się ciepło na sercu, bo zobaczył dwie uśmiechnięte blondynki i śmiejących się wokół nich swoich kolegów. Stanął w drzwiach i zerkał na szczęśliwą córkę, która łaskotana byłą przez blondynkę. 

- Tata! - usłyszał, a już po chwili podrzucał Olimpię w górę. Wolał nie patrzeć na twarze zawodników. Zbierał się długo, by im powiedzieć, lecz przez tak krótki czas nie potrafił się odważyć. Postawił dziewczynką na podłodze przed sobą, położył dłonie na jej ramionach i zaczął. - Chłopaki... To jest moja córka, Olimpia Łomacz...
- No nie powiem, żebym się tego spodziewał... - odezwał się Jarski.
- A wiesz, co ci powiem? - odezwał się Gawryszewski. - Już ta małą polubiłem - uśmiechnął się i porwał Olimpię na ręce.
- To teraz nasz Grześ musiał dorosnąć, co? - zauważył błyskotliwie Rusek, na co rozgrywający jedynie przytaknął. Ola zabrała Olimpię na zaplecze, by zrobić jej coś do jedzenia, a siatkarze zaczęli wypytywać Grześka o matkę dziewczynki. W wielkim skrócie opowiedział im całą historię pojawienia się Małej w jego mieszkaniu i ich dotychczasowego życia. 
- Mam miesiąc na to, żeby domyślić się, kto jest jej matka - wypowiedział zmartwiony wodząc wzrokiem za sześciolatką, która wparowała z wielkim talerzem kanapek i postawiła go przed swoim ojcem. - A to dla kogo? - zaśmiał się i wciągnął na kolana małą blondynkę.
- Dla ciebie, dla mnie i dla Oli.
- A my? - odezwali się chórem siatkarze. 
- A wy sio do swoich dziewczyn - Olimpia wystawiła im język, za co została zganiona zarówno przez ojca jak i kelnerkę. - No co? Taka prawda... Żerują na twojej dobroci, ciociu...

Siatkarze gdańskiej drużyny powoli opuszczają lokal, w którym zostaje jedynie Grzesiek, Olimpia i Ola. Zajadał się kanapkami, które na siłę wciskała mu córka. Pierwszy raz poczuł się chyba tak, jakby te dwie osoby były jego najbliższą rodziną. Córką i żoną. Najważniejszymi kobietami na świecie. Nie przeszkadzał mu nawet wzrok dorosłej kobiety, który cały czas oblewał jego sylwetkę. Co jakiś czas sam zerkał w jej kierunku, lecz ona w tym momencie zawzięcia udawała, że go nie obserwuje. On wiedział jedynie to, że ta blondynka zaczyna mu się podobać. Teraz, gdy musi dorosnąć i przestać myśleć o przygodnych związkach, kiedy musi zacząć myśleć jedynie o dobrze córki. Ale może to był jakiś znak? Znak wołający do zmiany na całej linii?


Ola. 

Nie spodziewała się, że rozgrywający będzie w stanie przyznać się przyjaciołom, że jest ojcem. Ba! Nie spodziewała się, że mimo wszystko przyjdzie mu to z wielką łatwością. Widziała doskonale, jak drżały jego dłonie, które trzymał na ramionach córki, jednak nie myślała nawet, że chłopak zachowa się tak spokojnie. Śmiała się potem w kuchni z jego poczynań razem z Olimpią, która ją uwielbiała. Przyrządziły dla niego talerz pełen kanapek, które potem wszyscy razem zjedli. Uśmiechała się na widok prześlicznej blondynki i bruneta, którzy wesoło się przedrzeźniali i dyskutowali na tematy związane z wychowaniem psa dziewczynki. Była pierwszy raz od przyjazdu do Gdańska szczęśliwa i wiedziała, że to wszystko ma swój sens. 

Dzisiejszego wieczora nie mogła jednak spędzić z Grześkiem i Olimpią.  Dzisiejszy wieczór od wczoraj ma już zaplanowany.  Po pracy szybko pobiegła do supermarketu, by zrobić zakupy i mieć z czego przygotować kolację dla siebie jak i swoich gości. Wdrapała się na czwarte piętro bloku z pełnymi torbami, które postawiła pod drzwiami, żeby wygrzebać z torebki klucze i otworzyć drzwi. Włożyła klucze do zamka, już miała przekręcać, gdy drzwi same się otworzyły.  Odskoczyła jak poparzona, zahaczając o zakupy i przypadkowo rozrzucając je po całej klatce. Jednak po chwili na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech, gdy zobaczyła radosną postać brata i usłyszała jego donośny i radosny głos. 

- Ola! Wreszcie jesteś! - utonęła w ramionach młodego chłopaka. 
- Kocham Cię Maciuś - jeszcze mocniej wtuliła się w bruneta, widząc za jego plecami dwoje starszych ludzi, którzy są dla niej najważniejsi. Po chwili wszyscy ściskali się w progu jej mieszkania i mówili, jak bardzo cieszą się ze spotkania. Zebrali zakupy i weszli do środka. Ola wraz z mamą poszły do kuchni, a jej tata z bratem zasiedli przy stole w tymże pomieszczeniu i gawędzili na różne tematy.

Tak dawno nie spędzała czasu w tak radosnej atmosferze i w takim towarzystwie. Od sześciu lat w ich domu gościła również mała blondyneczka, a dzisiejszego dnia poczuła się, jakby czas cofnął się o ten właśnie czas. Cały czas uśmiechała się do rodziny, wręcz śmiała się w głos z opowiadanych przez brata i ojca żartów, a jej rodzicielka uśmiechała się szeroko, ukradkiem wycierając łzy wzruszenia. Kiedy zasiedli do stołu, Ola uświadomiła sobie jednak, że na dłuższą metę nie chciałaby powrócić do tamtych lat. Nie chciałaby jeszcze raz przeżyć wielkiej miłości. Nie chciałaby spędzić wielu wspaniałych chwil. Nie chciałaby wreszcie przeżyć zawodu i płakać przez całe dnie. Nie chciałaby na teście ciążowym ponownie zobaczyć tych dwóch kresek, które zmieniły całe jej życie. Jednak chciałaby, by teraz miała u boku zarówno córkę jak i jej ojca. Chciałaby tworzyć z nimi rodzinę.

- Ola, za dużo ryzykujesz... A co jeśli coś stanie się Małej?
- Mamo, wszystko jest pod kontrolą. Ona ma już sześć lat... - odpowiada matce, wpatrując się w widok za oknem. 
- Pamiętaj, że w każdym momencie możesz to przerwać, córeczko - czuje, jak matka otacza ją ramionami i przytula się do jej pleców. - Kocham was i boję się, że mogę was obie stracić...
- Nie stracisz, mamo... Wszystko się uda. Zostały jeszcze dwa tygodnie... Potem prawda wyjdzie na jaw...

Zamknęła drzwi za rodzicami i bratem i zwyczajnie się po nich osunęła. Głowę ukryła w dłoniach, zamknęła oczy i rozmyślała. Może to wszystko nie jest jej w ogóle potrzebne? Może jej córka spokojnie wychowałaby się bez ojca? Może ona sama znalazłaby sobie kogoś, kto stałby się dla sześciolatki kimś ważnym? Może zrujnuje nie tylko sobie życie przez to, że chce, by było tak jak w przeszłości? Sama już nie wie. Wie, że ta mała istotka jest dla niej najważniejsza, a wybór, czy i jej ojciec chce, by byli rodziną, zelżeć będzie od niego.


~*~*~
Cześć, Siema :D
No i tak oto wyszło na jaw, że Ola... jest spokrewniona z Olimpią :D
Wile się wyjaśniło, ale i tak Grzesiu nie zna jeszcze prawdy. 
Chcecie szaleństw Olimpii?
Może w następnych doczekacie się więcej jej obecności i pomysłów :D
Pozdrawiamy :*
Dzuzeppe & Maniek

Zapraszamy: