poniedziałek, 16 czerwca 2014

14. "Wrócimy, kiedy ja będę na to gotowa..."

Grzesiek.
 
Przez 6 godzin jechał do Warszawy mając nadzieje, że spotka Ole. Zrozumiał, że nie może jej ponownie stracić, tym bardziej Olimpii. Jego mała córeczka, która kocha najmocniej na świecie, która obróciła jego życie o 180 stopni, która wprowadziła radość i śmiech w szarą rzeczywistość, nie pozwoli, żeby tak po prostu zniknęła. Wpierw poczuł się, jakby to specjalnie Olka zabrała mu Małą, jakby chciała ją ukraść. Ale ona to zrobiła z miłości do ich obojga, do dwójki ludzi, których kocha, bo tego jest pewien. Zrobiła to, aby Olimpia miała ojca przez tą malutką chwilę ale i na każdy kolejny dzień w przyszłości, bo z dnia na dzień Oli może zabraknąć. Ma białaczkę, wszystko może się zmienić, a on znowu nie zareagował, nie odkrył sam prawdy, popełniał kolejny błąd za błędem! Nie rozpoznał miłości swojego życia, matki swojego dziecka i nie pomógł jej, gdy tego potrzebowała. 

- Maciek, powtórz mi adres zamieszkania swoich rodziców - mówi od razu, szczędząc sobie czasu na przywitanie.
- Poznańska 14. Mówię ci, że oni nie wiedzą, gdzie są dziewczyny.
- Nieistotne - rozłączył się, rzucając telefon na siedzenie obok. Był już w centrum Warszawy, gdzie korki, dźwięki klaksonów samochodowych i krzyki przechodni są nie do zniesienia. Natłok myśli przerósł jego umysł, czuł się, jakby ktoś wcześniej wymazał mu pamięć, a teraz te wspomnienia wracają z podwojoną siłą.

Maciek miał bardzo podobny głos do Oli, wyglądali jak bliźniacy. Jednak różnili się charakterami, Maciek był pewny siebie, silny, mówił prawdę, nie owijał w bawełnę, a Olka to było jego przeciwieństwo, od młodości. Dziwnie rozmawiało się z bratem swojej byłej dziewczyny, tym bardziej na temat jej choroby. Wtedy zrozumiał, że Ola zrobiła to z miłości do niego samego, do Olimpii. Zrozumiał, że chciała dla nich jak najlepiej, chciała pozwolić im na normalne życie po swojej możliwej śmierci. Chciała zapewnić córce dom rodzinny. Poczuł nagle silniejszy ból od tego psychicznego, gdyż odczuł go na własnej skórze. Zderzył się z kierowcą nowego Fiata 500L przez swoje zadumanie.

- Czemu, do kurwy nędzy, akurat teraz?! - krzyknął, waląc ręką w fotel pasażera. Oparł głowę o zagłówek, policzył do 10 i ze "stoickim" spokojem wyszedł z samochodu. - Najmocniej panią przepraszam, korki w tym mieście są nieco uciążliwe.
- Pan sobie ze mnie żartuje, prawda?! Pan jeździć nie umie, lepiej znowu na prawko zdawać, a nie na korki zwalać! - pani od Fiata była zdenerwowana i wrzeszczała na niego, jakbym co najmniej matkę jaj zabił. Obił jedynie jej tylny zderzak, ale jego zdaniem to nie jest od razu powód do podnoszenia głosu. Dzięki Bogu, jakaś mała istotka wyłoniła się z wnętrza samochodu i pociągnęła, zapewne swoją mamę, za rękaw. Wyobraził sobie wtedy Olimpię w objęciach Aleksandry. Dlaczego wcześniej nie zauważył podobieństwa między nimi? Dlaczego był tak bardzo zaślepiony? Ta sama twarz, usta, nosek, kolor włosów, jedynie oczy odziedziczył po nim. Oczy i nazwisko.
- Mamusiu, to ten siatkarz. Tatuś mi z nim zdjęcie robił. - w myślach skarcił siebie, że wyszedł z tego samochodu. Przecież siatkówka to nieodłączny element jego życia, mógł być na 99% pewny, że 1/8 warszawiaków go rozpozna. Uśmiechnął się i podszedł do dziewczynki. Przykucnął przy niej, a jej oczy zrobiły się wielkości 5 złotówek.
- Cieszę się, że mnie poznałaś, ja ciebie też kojarzę.
- Naprawdę? - jej brązowy warkocz wystawał z pod czapeczki z uszami misia. Oczka miała niebieskie jak Morze Śródziemne we Francji, biła od nich dobroć, miłość. Nie była podobna do Olimpii, ale każda mała dziewczynka, którą widział podczas całej drogi do Warszawy, mu ją przypominała.
- Tak i nie było okazji, żeby dać ci prezent. - wziął ją za rączkę i z bagażnika swojego samochodu wyszperał koszulkę meczową, czyściutką i wypraną. Wręczył jej podarunek, mimo protestów jej matki.
- Mamo, bardzo proszę! To najcenniejsza rzecz jaką dostałam.
- Wiesz co mała, najcenniejszymi osobami w twoim życiu są rodzice. I żadna zabawka, rower czy jakiś przedmiot nie zastąpi ci ich. - uśmiechnął się się do dziewczynki, a z jej matką wyjaśnili sobie całą sprawę ze stłuczką, więc wreszcie mógł ruszyć dalej w drogę, by szukać swojego szczęścia.

Dochodziła 19.00, było coraz ciemniej, a a on dalej nie umiał znaleźć domu, który należał do państwa Siemieniuk. Zdecydował, że zatrzyma się w hotelu na obrzeżach Warszawy, w końcu musiał odpocząć. Miła pani recepcjonistka zameldowała go i dała klucze do pokoju. Cały teren hotelu oraz jego wnętrze było oświetlone lampki świątecznymi, różnymi ozdobami, było jasno jak w dzień. Gdy wszedł do swojego pokoju, zobaczył obraz nad swoim łóżkiem, młodą kobietę z córeczką, obie były blondynkami. Ola i Olimpia, to ich szukał, więc nie powinien się zatrzymywać, ani na sekundę. Już chciał wrócić do holu z zamiarem oddania kluczy, ale oczy tej dziewczynki patrzyły na niego z troską, tak jakby mówiła: "Tato pójdź już spać. Zostaw mamę, zostaw nas...". Tak zrobił. Musiał odpocząć. Musiał nabrać sił, by wreszcie je odnaleźć, nie ważne gdzie, nie ważne kiedy. Musiał je odnaleźć i wszystko naprawić.


Kolejne dnie spędzone w stolicy nic jednak nie dały. Rodzice Oli wiedzieli tyle, co ona sam, martwiąc się o swoje dziecko i wnuczkę z taką samą mocą co on sam. Musiał wrócić wreszcie do Gdańska, gdzie na każdym kroku widział je obie. Uśmiechnięte, radosne, śmiejące się do niego. W pustym mieszkaniu, gdy zamknął oczy i zgasił światło, nadal słyszał radosny śmiech córki i zmysłowy głos Oli. Tak mocno cierpiał. Nie miał sił, by chodzić na treningi, dodatkowo podkręcił kostkę. Każdy dzień był taki sam. Codziennie siedział na kanapie, oglądał zdjęcia w telefonie, czekał na jakąkolwiek informację. Żadnej się nie doczekał.


Ola.

Ostatnimi nocy w ogóle nie mogła zmrużyć oka, nie potrafiła zasnąć, choć jej organizm powoli się wykańczał. Z dnia na dzień stawała się coraz bledsza, coraz chudsza, coraz mniej wesoła. Nawet Olimpia zauważała jej zmianę, jednak co małe, sześcioletnie dziecko może wskórać w związku ze swoją bądź, co bądź dorosłą matką. Tęskniła za swoimi bliskimi. Za rodzicami, za bratem, nawet za psem, który pozostał w Warszawie. Ale do niczego nie mogła porównać tęsknoty za nim, za Grześkiem. Nie chciała przecież, żeby wszystko właśnie tak się potoczyło. Chciała podarować swojemu dziecku ojca, a miłości swojego życia córkę. Chciała, by byli razem szczęśliwi wtedy, gdy jej już na tym świecie zabraknie, gdy zabiorą ją anioły, gdy z góry będzie obserwować losy swoich najbliższych, gdy niewidzialną dłonią będzie przepychać balansujące na siatce piłki na stronę Jego przeciwnika, gdy prześwietlać będzie potencjalnych chłopaków swojej córki, gdy stanie się nicością.

Nie chciała wiele, jednak oczywiście okrutny los pokrzyżował jej plany. Pozwolił jej się po raz drugi zakochać w tym samym mężczyźnie. Pozwolił również cholernie mocno go zranić. Pozwolił w końcu uciec od problemów, od życia, od ludzi, którym na niej zależy. Pozwolił stać się egoistką, myśląca jedynie o swoich potrzebach, nie kierującą się racjonalnym myśleniem. Nawet przyjazd do miejsca, gdzie aktualnie znajduje się razem z córką był jej głupim wymysłem. Przecież pobyt w Zakopanem miał jej pomóc, a przysporzył jeszcze więcej bólu, gdy spacerowała po Krupówkach razem z córką, a w głowie widniały jej obrazu sprzed kilku lat, gdy była przytulana przez ojca małej. Płacze z bezsilności, gdy podczas samotnego już nocnego spaceru co chwilę mija miejsce, które wzbudzają w niej silne uczucia. Pamiętliwa łatwa w parku, na której oparciu dwie wyryte litery. "A + G". Drzewo przy ulicy, pod którym stali, gdy padał deszcz. Wreszcie budynek pensjonatu, gdzie spędzili razem wakacje. Wszystko jej coś przypomina.

- Wesołych Świąt, Maciek...
- Boże, Olka, wreszcie się odezwałaś! - w słuchawce słyszy krzyk zdenerwowanego brata. - Od miesiąca nie ma z tobą kontaktu... - milczy, nie ma nawet siły, by zbesztać go, że przecież jest dorosła, że może robić co chce. - Wszystko z Wami w porządku?
- Tak... Jesteśmy całe i bezpieczne.
- Powiedz, gdzie jesteście, przyjadę po was... Ola, proszę... Są święta...
- Nie, nie możesz... Wrócimy, kiedy ja będę na to gotowa...
- Ale Grzesiek... - rozłącza się, nie chce słyszeć jego imienia, wystarczy, że sama zbyt często wymawia je w myślach.
- Mamo, chcę do taty - Olimpia z płaczem wtula się w jej ramiona. - Tęsknię za nim, za wujkiem, za dziadkami... Ale najbardziej tęsknię, mamo, za twoim radosnym uśmiechem, a śmiejesz się  tak tylko przy tacie...
- Wrócimy, Skarbie... Już niedługo...

Nie spodziewała się, że ta mała istotka tak wiele będzie w stanie zaobserwować, by potem uświadomić ją samą, jak bardzo różni się od osoby, którą staje się przy Łomaczu, którą tylko przy nim, tylko razem z nim może być. Sama nie raz łapała się na tym, że szeroki uśmiech widniał na jej twarzy tylko wtedy, gdy On przebywał blisko. Nie raz czerwieniła się w środku, gdy to właśnie na Jego widok iskrzyły jej oczy. Często myślała o nim, umieszczając go w swojej przyszłości, której podobno na początku nie chciała. Zmieniła się. Przy nim. Dla niego. Dla córki i samej siebie, bo jedynie razem mogą być jeszcze szczęśliwi, bo osobno pozostanie z nich tylko puste ciało, bez grama żywej kochającej duszy w środku. To zdecydowanie najtrudniejsza decyzja w jej życiu. Nie ma i nie było trudniejszej. Musi zdecydować. Musi wybrać, czy chcesz walczyć i wygrać, czy też może chce przegrać z kretesem i zostawić swoich bliskich samych, zadać im ból.

- Oli, Jesteś już duża, prawda? - pyta swoją córkę, gdy po prowizorycznej wigilijnej kolacji zmierza razem z nią do kościoła na Pasterkę.
- Jestem dzieckiem, mamo... Mądrym, ale nadal dzieckiem.
- Obiecaj mi coś... Obiecaj mi, że jeśli cokolwiek by się ze mną stało, jeśli przegrałabym swoją walkę... Obiecaj, że zajmiesz się tatą, że nie pozwolisz, żeby był nieszczęśliwy...
- Nie, mamo... Ty sama się nim zajmiesz, już ja tego dopilnuję...



~*~*~


Dzuzeppe: Tak to już była, że jak się nie chcę, to nic nie pomaga...
Przepraszam ze swojej strony, ze tak długo czekałyście na 
rozdział.
Mnie już samą przeraża myśl, że powoli widać już koniec tej historii. ;/
Zapraszam na:
Żądzę Czternastą.  /  Epilog Sobotniej Nocy.  /  Pytania?


Maniek:  Coraz bliżej do epilogu i ja nie mogę w to uwierzyć. Czas nieubłaganie szybko leci, takie życie. Naprawdę nie wiem co napisać, bo tak jak Dzuzeppe przeraża mnie myśl, ze to wszystko się zaczyna kończyć. Ale spokojnie, spokojnie... przecież ten rozdział to jeszcze nie epilog, prawda? :*

Ps. Zapraszamy Was do Głosowania na nasz blog w konkursie WAKACYJNY PUZZEL na Siatkarskich Puzzlach. 
Zarówno my, jak i Grzegorz, Aleksandra i Olimpia proszą was o swoje głosy i serdecznie za nie dziękują :D



poniedziałek, 5 maja 2014

13. "Kocha, cierpiąc - nienawidzi, kochając."

Ola.

Od kiedy tylko dowiedziała się, że zostanie matką, zaczęła wyobrażać sobie ten moment, gdy Grzesiek dowie się prawdy. Nigdy jednak nie widziała takiej wizji, jaka wydarzyła się naprawdę kilka dni temu. Nie myślała, że jej życie znów wywróci się do góry nogami, że wszystko wróci do punktu wyjścia, z którego wyruszyła miesiąc temu, by przekazać prawdę światu. Na początku najtrudniejsze było to, żeby wytłumaczyć Olimpii prawdę. Przecież jej córka nigdy nie miała ojca, więc jak niby miała przywyknąć do myśli, że ma sławnego ojca, że wreszcie będzie mogła go zobaczyć, że siatkówka, która towarzyszy jej od pierwszych dni życia nie jest jedynie zwykłym zainteresowaniem matki, ale wielką miłością obojga rodziców.

Nie powiedziała nikomu o tym, co wydarzyło się na hali. Nie chciała. Wolała tamtego dnia łazić bezczynnie w strugach deszczu po najdalszych zakątkach Gdańska, niż zadzwonić do rodziców czy brata. Nogi same zaprowadziły ją pod drzwi Ali. Sama nie wiedziała, dlaczego to akurat przyjaciółka Grześka może być jedyną osobą, której może się wygadać i nie liczyć na lincz, a pomoc. Nawet jeśli obie kochały rozgrywającego, tylko jedna mogła być szczęśliwa u jego boku. Ale wyleczyła się z uczucia, którym go darzyła. W końcu nie mogła dalej żywić miłości do Grześka, skoro w jej życiu coraz to większą rolę odgrywać zaczął Bartek. Ola mogła wypłakać się i poczuć, że ma kogoś dziwnie bliskiego sobie obok. To dziwne, ale ta sytuacja zbliżyła je do siebie i spowodowała, że od wrogości przeszły jednej nocy do przyjaźni. Obie kobiety miały różne zdania, jednak zdołały się dogadać.

- ... I wiesz, wtedy, w przedszkolu, Tomek złapał mnie za rękę i powiedział, że chciałby mieć taką żoną jak ja... Mamo, słuchasz mnie w ogóle?
- Co... Tak oczywiście, że słucham... - odpowiedziała córce wyrwana z letargu wspomnień z kończącego się miesiąca.

Nie chciała nawet rozmawiać już z Grześkiem i próbować mu wszystko wyjaśnić. Wiedziała, że to nie ma sensu, że zraniła go po raz drugi, jednak zdecydowanie mocniejszy. Najpierw sprawiła, że pokochał je obie, a teraz odebrała mu wszystko, mówić całą prawdę i przyznając się do rodzicielstwa oraz wspólnej przeszłości. Chce usunąć się z jego życia, by pozwolić, żeby był z kimś, kto zasługuje na tak wspaniałego mężczyznę. Mimo że cholernie mocno go kocha, wie, że już nigdy nie będzie między nimi tak dobrze, jak było teraz. Zrozumiała, że jedynym wyjściem jest ponowny wyjazd do rodzinnej Warszawy. Położyła Olimpię spać, a sama zabrała się za pakowanie rzeczy. Nie mogła już dłużej wytrzymać w mieszkaniu, w którym tak często gościła jej miłość, gdzie znów za Jego sprawą poczuła się prawdziwą, szczęśliwą, dowartościowaną kobietą. Nie mogła, bo w tych ścianach zakochała się w nim na nowo na podstawie tlącego się nikłym płomieniem uczucia z przeszłości.

- Olka, zrozum, że robisz wszystko źle...
- Nie, to ty zrozum, że już dość namieszałam w jego życiu... Teraz chcę dać mu szansę na bycie szczęśliwym z innymi ludźmi... - nie pozwoliła przekonać się bratu do rozmowy z rozgrywającym, bo przecież "to i tak nic by nie dało, zraniła go"
- Ale chociaż nie wyjeżdżaj. To zrani go jeszcze bardziej... - słowa zaczęły huczeć w jej głowie, odbijając się od wszystkich pozostałych. To tak strasznie boli. Kocha, cierpiąc - nienawidzi, kochając.

Ostatnie spojrzenie na wspólne zdjęcie stojące na komodzie w salonie, ostatnie zaczerpnięcie specyficznego morskiego powietrza i zapachu mieszkania, ostatnie dotknięcie drzwi wejściowych, ostatnie przekręcenie klucza. To już pewne. Wyjeżdża. Znów go rani. Znów myśli, że tak będzie lepiej. Niestety nie będzie... Płacze, z jej oczu kapią tysiące słonych łez, których nawet nie stara się hamować. Serce każe jej zostać, rozum każe wyjeżdżać. Tak bardzo chciałaby móc przeżyć to jeszcze raz. Tak mocno pragnie chociażby na pożegnanie ostatni raz móc posmakować jego ust, wtulić się w bezpieczne ramiona, powiedzieć, jak mocno go kocha. Wie, że nie może. Wtedy wszystko bolałoby jeszcze bardziej. Odbiera córkę z przedszkola, jako jedynej mówi prawdę, gdzie jadą, rusza w drogę. Obie cierpią, ale tylko jedna ma jeszcze nadzieję, że wszystko da się jeszcze pookładać. Olimpia wierzy, że znów odzyska rodziców.



Grzesiek.

Miesiąc później.

Słowa, które usłyszał, pozbawiły go sił do życia, które do tej pory miał zawsze. Tamtego wieczoru nawet alkohol nie dał mu ukojenia, nie pozwolił choć na chwilę zapomnieć. Bo chociaż był pijany, to i tak na każdym kroku widział ją. Przytłaczała go. Ale sam tego chciał. Bo przecież zakochał się w niej drugi raz jak wariat. Zakochał się, bo i ona go pokochała. Była taka inna, taka wyjątkowa i specyficzna. Taka jedyna, w której mógł się prawdziwie zakochać. Nie wie, gdzie jest zarówno jego córka, jak i jej matka. Nie ma pojęcia, co mógłby w tej chwili zrobić, jak się zachować, by nie stracić ich obu. To paranoiczne, ale mimo wszystko nie przestał kochać ich obu z dnia na dzień. Czuje, że i za kilka lat nie przestanie.

Nie ma siły zwlec się z łóżka, jednak w końcu musi. Nie może przecież wszystkich następnych dni swojego życia spędzić w mieszkaniu. Musi jakoś uporać się z tym, co dostał od Oli. Nienawidzi ją. Kochając do maksimum potrafił znienawidzić za to, co zrobiła. Przecież zrozumiałby to, gdyby już na samym początku powiedziała mu prawdę. Mógłby się przynajmniej nie zakochiwać drugi raz, nie cierpieć, nie myśleć, co by było, gdyby za młodu nie postanowił wyjechać. Przecież mogliby tworzyć wspaniałą rodzinę, mogliby mieszkać w trójkę w Warszawie, mogliby być całkowicie innymi ludźmi, niż ci, w których przekształcił ich los. Mogliby być szczęśliwi, a nie tak jak teraz cierpieć. 

- Łomacz, weź się za siebie! - na treningach słyszał tylko takie odzywki trenera. Wszystko zaczęło być mu obojętne. Nie chciało mu się być dokładnym, wystawiając piłki, więc każdy kolejny zawodnik nadziewał się na blok. Jego drużyna przegrywała, a jemu nie zależało na zwycięstwie. Chciał już iść do domu, upić się i przestać myśleć. Jednak, kiedy już leżał pijany na kanapie, myślał jeszcze intensywniej. Pragnął mieć ją obok. Pragnął słyszeć śmiech córki. Pragnął jeść z nimi obiema posiłki. Pragnął stworzyć z nimi rodzinę. Pragnął jeszcze tego, aby móc ją znienawidzić albo całkowicie zapomnieć, jednak uczucie miłości było zbyt silne, aby przestał ją kochać.

- Nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale to ważne, więc proszę wpuść mnie do środka i daj powiedzieć ci wszystko... - widok Maćka po otworzeniu drzwi strasznie go zdziwił. Gestem ręki zaprosił do środka swojego gościa, proponując coś co picia. - Nie przyszedłem tu w celach towarzyskich. Wiesz, że jestem bratem Olki... Wiedziałem o wszystkim wcześniej niż zdążyła tu przyjechać. Chcesz poznać prawdę?
- Przecież już ją poznałem...
- Nie powiedziała ci wszystkiego... Zacznę może od początku. Pewnie nie pamiętasz mnie z przeszłości, prawda? - rzeczywiście nie pamiętał go. Kiedy w młodości spotykał się z Olka, ta nigdy nie wspominała o bracie. - Zmieniłem się na lepsze, a to po części i twoja zasługa. Zmieniłem się, bo Ola mnie potrzebowała. Kiedy dowiedziała się o ciąży, to mi powiedziała pierwszemu. Uwierz, że to było dziwne, jeśli pierwszy raz od kilku miesięcy zamieniasz zdanie z siostrą, a ona mówi ci coś takiego. Wtedy nawet nie płakała. Bała się jednak o to, co będzie dalej, jak sobie poradzi, co powiedzą rodzice. Wszystko jednak szło dobrze... Wiesz jakie to fajne uczucie, słyszeć bicie nienarodzonego dziecka? Ja słyszałem, jak mocno bije serduszko Olimpii. Między mną, a Olą wreszcie było tak, jak być powinno. Niekiedy słyszeliśmy, że wyglądamy jak szczęśliwa para... Najgorsze były ostatnie miesiące ciąży, gdy płakała. Nie musiałem nawet pytać, z jakiego powodu. Wiedziałem, że to ty nim byłeś. Kiedy rodziła, byłem przy niej w szpitalu. Pamiętam, że gdy mogła przytulić małą do siebie, powiedziała coś takiego, że sprawi, aby poznała ciebie. Udało jej się... 
- Ale do czego zmierzasz?
- Już... Ola pół roku temu dowiedziała się, że jest chora... Wtedy postanowiła, że powie Małej prawdę. Zaplanowała to wszystko. Musiała sama powiedzieć ci, że masz córkę wtedy, kiedy jeszcze choroba jej na to pozwoli. Zwlekała z operacją, bo wiedziała, że jedynie przeprowadzka do Gdańska pozwoli jej powiedzieć ci prawdę w momencie, kiedy będziesz na to gotowy...
- Na coś takiego nie można być gotowym...
- Dlatego dała ci miesiąc, żebyś je obie poznał i przyzwyczaił się do tego, że masz córkę. Z tego powodu przełożyła zabieg. Grzesiek ona ma białaczkę. Wszyscy boimy się, że teraz nie będzie się chciała leczyć, bo nie będzie mieć już celu. Do tej pory było nim wyjawienie ci prawdy, jak widzisz, udało jej się. Dodatkowo od miesiąca nie ma z nią kontaktu. Zwyczajnie zamiast wrócić do Warszawy, zniknęła gdzieś z małą. Od momentu waszej kłótni w hali nie daje znaku życia...
- Ale co ja mam z tym wspólnego?
- Człowieku, zrozum wreszcie, że ona cię kocha! Musimy ją odnaleźć!

Wtedy dopiero zrozumiał, że nie może inaczej, że musi ją odnaleźć. I nie ważne, co miałoby się wydarzyć potem. Nie ważne, czy życie ułożyłoby się po jego myśli. Nie ważne, czy wszystko byłoby kolorowe. Nie ważne, czy szczęście byłoby w jego życiu non stop. Najważniejsze dla Grześka w tej chwili jest to, aby odnaleźć dwie najważniejsze kobiety w swoim życiu, by wszystko wyjaśnić z Olą, by poczuć, że życie jest dla niego sprawiedliwe. Jednak to nie jest proste zadanie. W końcu miesiąc temu zdał sobie sprawę, że tak naprawdę kompletnie nie zna teraźniejszej Oli. Zna tylko tę dziewczynę, która udawała nieznajomą. Gdzieś w głębi serca nienawidzi samego siebie, że nie zdołam skojarzyć wielu faktów i rozpoznać w Oli swojej pierwszej prawdziwej miłości. Jest zły na siebie, że był tak strasznie zaślepiony poznaniem jej, jako nowej osoby. Ale odnajdzie ją. Chociażby na końcu świata, gdzie drogę wskażą mu światła...


~*~*~

Witam po miesiącu przerwy :D
Dziś jestem sama, gdyż nie mogę złapać kontaktu w możliwy sposób z Maniek.
Proszę was o zrozumienie, dlaczego przez tak długi czas nie było rozdziałów...
Przepraszamy :)

Jednak z was spekulowała pod ostatnim postem, że Ola jest chora. Spekulacja się potwierdziła.
Nie mam pojęcia jak zareagujecie na zachowanie Olki.
Zrozumcie jedynie to, jak bardzo boli powiedzenie prawdy, która przeradza się w kłótnię. :(
Jeśli mam być szczera, to został jedynie jeden rozdział + Epilog ;)

Pozdrawiam,
Dzuzeppe :*


Przepraszam za błędy, jeśli są (a są pewnie ;/ )

wtorek, 1 kwietnia 2014

12. " - Nie pamiętasz Aleksandry Siemieniuk, którą to niby tak mocno kochałeś?!"

Grzesiek.


Zdaje sobie sprawę, że już za kilka dni pozna matkę swojej córki.  Nawet jak o tym myśli, to cała sytuacja wydaje mu się irracjonalna. Zastanawia się, czy ta sytuacja zwyczajnie mu się nie śni, czy nie obudzi się i wszystko zniknie jak za odjęciem czarodziejskiej różdżki. Przecież nikt nie zagwarantuje mu tego, że od jutra nic się nie zmieni, bo to nie jest prawdą. Zmieni się wszystko. Od jutra będzie już stuprocentowo pewien, kim jest matka jego córki, a przypuszczenia i domniemania być może okażą się prawdą. Wszystko znów wywróci się do góry nogami, by poskładać jego życie od nowa. Konieczność zmian musi zachodzić, ale zwyczajnie ma ich już dosyć. Najchętniej uciekłby chyba gdzieś daleko, może do mroźnej Rosji, żeby się zaszyć i przestać o wszystkim myśleć. Minusem byłoby jednak to, że straciłby kontakt ze swoim dzieckiem, z Olimpią. 

- Oli, otwórz! - krzyknął z łazienki, gdzie brał prysznic do dziewczynki. 
- Tato, to jakiś list do ciebie... Wchodzę do łazienki! 
- Olimpia! - ledwo zdążył zakryć się ręcznikiem, a przed kabiną już stała mała dziewczynka.
- Przecież jestem już duża... - westchnęła zrezygnowana, podała mu kartkę papieru, a sama usiadła w wiklinowym fotelu, który zagościł w pomieszczeniu równo z przybyciem dziewczynki do Grześka. - Co tam pisze? 
- Zaraz się dowiem. 
- Dowiemy, Tatku... - uśmiechnęła się i kazała, by czytał na głos cały tekst.
- Nie ma mowy! Ty idziesz do Franka i dajesz mu jeść, a ja potem sam przeczytam - zarządził i wrócił do wykonywanej czynności, gdy dziewczynka opuściła pomieszczenie.

Godzinę później siedzi w pokoiku córki i wpatruje się w jej śpiącą sylwetkę. Nie potrafi zrozumieć, że jutro nie będzie już mógł ucałować jej czoła, okryć ciepłą kołdrą, zgasić lampkę i spokojnie przejść do swojej sypialni. Siada na kanapie z kartką papieru, którą dziś dostał od matki Olimpii. Wacha się, czy otworzyć, bo boi się tego, co może tam przeczytać. Boi się, że wszystko może stracić. Odkłada list na stolik, zakłada ciepłą kurtkę. Woła psa swojej córki, zapina smycz i wychodzi z nim na spacer. Swoje kroki od razu kieruje na osiedle, gdzie mieszka Ola. Potrzebuje jej tym właśnie momencie. Sam zdaje sobie sprawę z tego, że jego uczucie do blondynki jest irracjonalne. Od kilku dni strasznie brakuje mu jej obecności, chciałby, by była cały czas przy nim. A teraz potrzebuje jej najbardziej.

Dzwoni do jej drzwi, ale nikt ich nie otwiera. Jest rozczarowany. To z nią chciałby przeczytać ten list i poradzić się, co ma dalej robić. Chciałby powiedzieć jej, jak bardzo się boi. Że kompletnie nie wie, co będzie za tydzień. Rusza z powrotem do swojego mieszkania, jednak chęć widoku rozświetlonego nieba nad morzem zwycięża i to właśnie tam zmierza razem ze szczeniakiem. Siada na piasku. Nie przeszkadza mu nawet to, że temperatura nie zachęca do przesiadywania na dworze. Dopiero, gdy Franek zaczyna odczuwać zimno, zbiera tyłek z piasku i rusza z nim do domu. Po powrocie pies od razu układa się w swoim legowisku, a Grzesiek znów zasiada na kanapie i wreszcie rozrywa kopertę. Musi zmierzyć się z prawdą.


" Drogi Grzegorzu!
Przepraszam Cię za to, w jaki sposób dowiedziałeś się o istnieniu naszej córki. Przepraszam, że tak właśnie postąpiłam, ale nie miałam wyboru. Olimpia musi mieć ojca, gdyby mnie w najbliższym czasie zabrakło. Teraz wiem, że będziesz genialnym opiekunem dla naszego dziecka. Już jutro spotkamy się. Po meczu będę czekać na ciebie i Olimpię na środku boiska, pod siatka. Pamiętasz Grzesiu, jak byliśmy młodzi i całowałaś moje usta przez siatkę.  Teraz mi tego brakuje. Od siedmiu lat brakuje mi ciebie. Ale już jutro poznasz całą prawdę. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.  Albo znienawidzisz...
Kocham cię,
Matka Olimpii.  "

Nie rozumie żadnego ze słów, które przelatują przez jego głowę. Albo innym słowem nawet nie chce zrozumieć, bo nadzwyczajnie w świecie boi się tego, co mogą one znaczyć. Jeszcze miesiąc temu był rozwydrzonym mężczyzną, który bardziej wydawał się małym chłopcem, niż dorosłym i odpowiedzialnym człowiekiem. W momencie, gdy stał się ojcem małej Olimpii jego życie wywróciło się do góry nogami, ale jednocześnie ta sytuacja wychowała go w niespełna kilka dni. Wie na pewno, że do poprzedniego życia już nie wróci. Nie chce znów być małym, nieporadnym chłopcem.  Chce być prawdziwym mężczyzną, który bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Z taką myślą położył się w łóżku i zasnął, by wypocząć przed jutrzejszym meczem. Śnił niespokojnie. Wiedział, że nic nie będzie już takie samo.



Ola.

Dziś niedziela. Już za kilka godzin spotka się z Grześkiem i Olimpią na hali przed meczem. To będą ostatnie chwile, gdy dla rozgrywającego będzie anonimową kobietą. Wreszcie będzie mogła pokazać mu, że nigdy nie przestała go kochać, a uczucie, którym zaczęła znów go darzyć, nie jest fikcyjne. Od rana chodzi rozdygotana, zastanawiając się nad tym, co uczyni Grzesiek, jak się zachowa, czego będzie chciał. Wszystko się zmieni. Wie jednak, że musiała tak właśnie postąpić. Musiała już teraz powiedzieć prawdę i córce i jej ojcu. Nie mogła z tym czekać, okoliczności jej na to nie pozwalają. Powoli zwleka się z kanapy i biegnie do łazienki, by ulepszyć swój wygląd. W końcu dziś przed nią trudny dzień, a to podobno w makijażu kobieta czuje się pewnie. Oli właśnie tej pewności siebie potrzeba.

- Ola! - dziewczyna rzuca się w ramiona matki. Kobieta patrzy jedynie bojaźliwym wzrokiem na podchodzącego do niej rozgrywającego, bojąc się, że już za chwilę to wszystko znów może stracić.
- Przygotowany do meczu? - pyta niewinnie.
- Jeśli jesteś obok, to zawsze gram na maksa - to samo mówił te kilka lat temu, gdy był juniorem, gdy liczyła się beztroska.
- Powodzenia tato - rzuciła dziewczynka, wchodząc do kawiarenki na hali.
- Grześ, wszystko się uda, zobaczysz... - muska delikatnie jego usta, uśmiecha się pokrzepiająco i wchodzi do swojego miejsca pracy. 

Widzi go przez szybę, jak chwilę później rozciąga się już na parkiecie z innymi zawodnikami, jak podrzuca wysoko piłkę, jak rozgrywa ją precyzyjnie do swoich boiskowych kolegów, a oni robię z niej użytek i wbijają Mikasę w pomarańczowe. Od patrzenia na ukochanego odrywa ją dopiero Ala wchodząca radośnie do kawiarenki, by razem z Łomaczówną i Olą oglądać mecz z wysokości, zza szyby. Pierwszy set Gdańszczanie niestety przegrywają, więc panie schodzą na trybuny, bo to stamtąd zagrzewać swoich mężczyzn do boju. Tak, wydało się. Ala jest z Bartkiem, co wczoraj oficjalnie potwierdzili. Kolejne dwa sety padają łupem miejscowych siatkarzy, co jest gratką dla ich fanów i wszystkich kibiców zgromadzonych na hali. Ola czuje się właściwą osobą na właściwym miejscu, nawet jeśli to wszystko miałby się dziś skończyć.

Mecz kończy się po pięciu setach zwycięstwem Gdańszczan, za co dostają ogromne owacje. MVP dostaje nie kto inny, jak Grzesiek. Zawodnicy powoli zbierają się do szatni, a Ola wraz z córką udają się do kawiarenki, by posprzątać w niej i zamknąć lokal. Niespełna godzinę później cały budynek jest już praktycznie pusty. Są w nim jedynie ochroniarze i osoby zajmujące się demontażem band reklamowych oraz siatkarze i trenerzy obu drużyn. Olimpia wyrywa się matce i biegnie na boisko, by poodbijać Mikasę, a Ola siada cicho na trybunach patrząc, jak rozgrywający uczy swoją córkę gry. Po chwili siadają oboje na płycie boiska. Wszystkie główne światła gasną, hala zasypia, w budynku jest kilka osób. Między ojcem a córką zawiązuje się rozmowa.

- Już dziś, poznam twoją mamę...
- Wiem.
- Wreszcie zobaczę, jaka jest piękna, bo pewnie jesteś do niej bardzo podobna...
- Jestem.
- Jestem ciekawy, czy moje początkowe tropy się sprawdzą - śmieje się lekko.
- Ja też, tato...
- Olimpia, ty coś wiesz, prawda? Rozmawiałaś z mamą? - odwraca córkę w swoją stronę i patrzy prosto w jej oczy.
- Wiesz, co ci powiem tato? - milknie na chwilę, wstaje z miejsca. - Jesteś ślepy...

Ola widzi tą sytuację doskonale. Powinna chyba właśnie w tym momencie wstać z krzesełka, zejść na dół i ujawnić swoją obecność jak i powiązanie z Małą. Powinna, ale jednak nie potrafi. Patrzy na załamanego siatkarza. Jedna jej cześć chciałaby pobiec do niego i przytulić, a druga uderzyć w twarz, że do tej pory niczego się nie domyślił. Wstaje wreszcie, powoli przemierza kolejne rzędy w dół, bezszelestnie przedostaje się na parkiet, by usiąść obok rozgrywającego pod siatką, złapać go za rękę i posiedzieć chwilę w ciszy. Pierwszy raz w życiu widzi jego tak smutne i rozżalone oczy. Zdaje sobie sprawę, że taki ich wygląd spowodowany jest jej osobą, choć Grzegorz nie ma nawet o tym zielonego pojęcia. Kładzie głowę na jego ramieniu i czeka. Sama nie wie na co. Powinna przecież już dawno powiedzieć mu prawdę.

- Czekam na kogoś... - wyszeptał wreszcie po kilku minutach.
- Wiem.
- Skąd? Rozmawiałaś z Olimpią? - ożywia się. - Ale przecież ona nic nie wiedziała... - usilnie wpatruje się teraz w twarz blondynki. - Ola... 
- To na mnie czekasz... - wyszeptuje wreszcie, by od razu podnieść się z płyty boiska.
- Co?! Ola, proszę cię, powiedz prawdę! - Grzesiek zrywa się momentalnie za dziewczyną i łapie ją za rękę.
- Czy ty naprawdę nie zauważyłeś, ze pojawiłyśmy się w tym samym czasie?! Nie zauważyłeś, że od razu miałyśmy dobry kontakt?! Że była tak bardzo do mnie podobna?! Naprawdę tego nie zauważyłeś?! - wykrzyczała mu prosto w twarz, a z jej oczu pierwszy raz od miesiąca pociekły łzy. - Nie pamiętasz Aleksandry Siemieniuk, którą to niby tak mocno kochałeś?! - uderzyła kilka razy w jego klatkę piersiową. - Ja ją jestem... I to ze mną masz dziecko!

Wybiegła z budynku, a on nawet nie ruszył się z miejsca. Stał dalej na środku parkietu, pod tą nieszczęsną siatką, płakał. Tak samo, jak te siedem lat temu, gdy nagle zniknęła z jego życia. A ona? Wybiegła w lejący się strumieniami z nieba deszcz. Nie chciała wracać do domu razem z bratem i córką, uciekła od nich. Wolała moknąć w strugach deszczu. Tak samo z resztą zrobił Łomacz. Szkoda tylko, że poszli w dwie różne strony. Ich drogi znów się rozeszły. Może już nigdy więcej nie będzie im dane, żeby się skrzyżowały? Może to właśnie był ostatni moment, żeby naprawić przeszłość i zaznać prawdziwego szczęścia? Może to Bóg rozplótł po raz kolejny ich ścieżki, bo do siebie nie pasują? Może zwyczajnie nie potrafią już kochać?


"Stoimy na roz­sta­ju dróg myśląc, że nic się nie zmienia, 
 a la­ta lecą i już nig­dy nie będziemy ta­cy sa­mi, jak jesteśmy teraz..."




~*~*~



Witamy :*

Dzuzeppe: Mnie dziś będzie mało, bo jak to wywnioskowałyście, my z Maniek skłócone jesteśmy :P
A wracając do rozdziału, to wiecie, że ja jestem wredna, prawda?
To co wymyśliłyśmy z Maniek was zaskoczy ;-) Z resztą o tym później :P
Całuję was wszystkie, a wyjątkowo mocno moją Maniek :*


Maniek: Ja Was bardzo przepraszam, znowu. Nie jestem aktywna na blogach, bo w moim życiu doszło parę ważnych osób jak i spraw o które muszę zadbać :) Jestem ciekawa jak zareagujecie na dalszą część opowiadania, oby pozytywnie :)

Chcę podziękować Dzuzeppe, że zajęła się wszystkim, bo ja jestem nie odpowiedzialny bachorem :P Zresztą trzymam za nią kciuki bo egzaminy nadchodzą :D
I nie, nie pokłóciłyśmy się! Nie miałybyśmy jak, bo nie miałyśmy jak się skontaktować :D Więc kłótnia nie byłabym adekwatna do sytuacji :P

Pozdrawiam, do następnego :*

Muzyka, Przyjaźń/ Zaczynamy z niczym

poniedziałek, 24 marca 2014

11. " - Kim pan jest?"

Grzesiek


Dziś niedziela, którą wreszcie spędzi z córką. Nie widział jej od od czwartku, gdy zostawił ją u Oli. W tym czasie spędził wiele chwil na przemyśleniach o swoim życiu i aktualnej sytuacji, która zrodziła się w momencie, gdy do jego mieszkania weszła mała blondyneczka. Rozmyślał o wszystkich zabiegach okoliczności, które spadły na niego w tamtym czasie. Myślał również o Oli. O kobiecie, która pokazała mu, jak dobrze jest nie być na tym świecie samemu. Ta dziewczyna wlała w jego serce miłość, o której już prawie zapomniał. Sprawiła, że odkrył lepsze strony swojego życia. Pokazała mu, jak wiele go w egzystencji na tym świecie ominęło. Odkryła prawdziwe oblicze Grzegorza Łomacza. Odkryła chłopaka, którym był ostatnio jeszcze w liceum.

- Kim pan jest? - zapytał, gdy drzwi mieszkania Oli otworzył mu równie wysoki co on mężczyzna. Jego zdaniem przystojny mężczyzna.
- Ty pewnie do Oli i Olimpii, prawda? - chłopak uśmiechnął się przyjaźnie do Grześka, wyciągając w jego kierunku dłoń. - Jestem Maciek, brat Oli - dopiero wtedy mężczyźni uścisnęli sobie dłonie.
- Tata! - z salonu wybiegła Mała, a tuż za nią wyłoniła się Ola.
- Widzę, że już się poznaliście - zaczęła.
- No jak widać - przesunął się do dziewczyny i musnął jej usta pocałunkiem.
- To ja się będę zbierać. Dziewczyny, dziękuję za wspaniały weekend, a z tobą - wskazał na rozgrywającego - mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy.

Pół godziny później siedzieli już razem przy stole i delektowali się zapiekanką ziemniaczaną. Chłopakowi bardzo się taki obrazek spodobał. Spodobał mu się obrazek szczęśliwej rodziny, której sam w przyszłości może być częścią.  Razem z córką i Olą. Poczuł przyjemne ciepło w okolicy serca, gdy obie bliskie mu kobiety uśmiechały się do siebie, zmywając naczynia w kuchni. Patrzył na nie i zaczął zauważać, jak wiele je łączy ale i różni. Widział piękną kobietę oraz biegającą obok niej małą dziewczynkę. Dwie blondynki, które wywróciły jego życie do góry nogami, które zawładnęły jego sercem i uczuciami, które nauczyły go kochać oraz okazywać swoje emocje światu.

Zauważył, że są do siebie złudnie podobne, jednak nie uznał tego za dziwne a śmieszne.  W końcu kiedyś może będą rodziną, a wtedy będzie się śmiał, że córka i żona są do siebie tak strasznie podobne, a wcale ze sobą nie spokrewnione. Wyobrażał sobie, jak to by mogło być. Zamknął na chwile oczy i zaczął marzyć. Marzyć o swoim przyszłym życiu; o osobach, które będą mu towarzyszyć; o siatkówce i dalszym rozwoju kariery; o wielkim, ciepłym i pełnym ludzi domu nad morzem; o swoim dalszym egzystowaniu na tym świecie w gronie bliskich. W każdej tej myśli gościły dwie drobne blondynki, które pokochał całym swoim sercem.

- Zbierajcie się - zaczyna, gdy obie ładują się na jego kolana i obejmują ramionami.
- Gdzie niby?
- Zbierasz nas gdzieś, Tatku?
- A zabieram - uśmiecha się, całując je obydwie w policzki.
- A zdradzisz nam chociaż, czy nasz strój będzie pasował do klimatu miejsca? - Ola zmienia głos na postać arystokratyczna, a Olimpia od razu podłapuje temat.
- Tatku, a gdzie twoja biała peruka? Przecież teraz nie pokazać się w peruce to zbrodnia - dziewczynka staje przed dorosłymi i śmieje się od ucha do ucha. 

Ubrali się szybko i ruszyli w kierunku samochodu siatkarza. Grzesiek po raz kolejny w ciągu ostatnich trzech tygodni zastanowił się, czy na to tak naprawdę zasługuje. Przecież nie zrobił czegoś nadzwyczajnego, za co mógłby dostać taką nagrodę w postaci tych dwóch blondynek, które teraz wesoło śpiewają jeden z hitów polskiego radia. W tej chwili czuł się prawdziwie szczęśliwy. Czuł, że wszystko, czego potrzebuje, ma przy sobie. Śmiał się w duchu do siebie. W końcu był wielkim szczęściarzem. 



Ola. 

Od wielu już lat nie czuła się jak mała dziewczynka. Od dobrych sześciu lat była jedynie matką. Zwariowaną, szaloną, radosną, ale cały czas matką. Dziś może poczuć się jak swoja córka. Może swobodnie biegać razem z nią i Grześkiem po wesołym miasteczku i cieszyć się ostatnimi ciepłymi promieniami październikowego słońca w tym roku. Może zwyczajnie huśtać się na kolorowych huśtawkach ze swoim dzieckiem i chłopakiem. Może skakać wśród kolorowych piłeczek i rzucać nimi w dwie najbliższe sobie osoby. Może bezkarnie muskać usta siatkarza, jeszcze bardziej uświadamiając sobie, jak wiele dla niej znaczy. Może zwyczajnie znów poczuć się szczęśliwa.

Siada na chwilę na jednej z parkowych ławek i przygląda się swoim dwóm największym szczęściom, które kręcą się właśnie dookoła, siedząc na dwóch konikach na karuzeli. Śmieją się od ucha do ucha, a ich głosy rozbrzmiewają w oddali. Są szczęśliwi. Tak sobie właśnie wyobrażała w dzieciństwie wizję swojego przyszłego życia. Miał być On. Idealny. Męski. Kochany. Twój. Miało być dziecko. Największy skarb. Teraz ma to właśnie przed oczami. Dwójkę ludzi, za których oddałaby wszystko. Zamyka na chwilę oczy i myśli, co by było, gdyby wtedy powiedziała prawdę i nie pozwoliła zwyczajnie mu wyjechać. Wtedy usunęła się w cień. Nie chciała, żeby był nadal z nią jedynie ze względu na dziecko. Nie chciała, żeby przestał realizować się jako siatkarz. Nie wiedziała jednak, że on kochał ją mimo wszystko, a dziecko byłoby dla niego największą radością.

- Mamo, chodź! - usłyszała głosik swojej córki i od razu zerwała się na równe nogi, by wzrokiem odnaleźć dziewczynkę.
- Gdzie jesteś?
- Ciociu, tata chyba zemdlał... - dziewczynka powiedziała, gdy Ola była już przy niej. Zaczęła cucić swojego chłopaka, który po chwili otworzył oczy i uśmiechnął się do niej perliście.
- Jednak ci na mnie trochę zależy - skradł jej całusa podnosząc głowę, a Olimpia wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Ukartowaliście to? - spytała głośno, a siatkarz wraz ze swoją córką pokiwali delikatnie głową, bojąc się spojrzenia panny Siemieniuk. - Wy tak oboje przeciwko mnie?! Dobra to wracacie sami, a ja idę do kawiarni z powrotem. - odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku parkowej ścieżki prowadzącej do wyjścia z terenu zielonego. Daleko jednak nie uszła, bo po chwili straciła grunt pod nogami za sprawą zwinnego siatkarza, który przewiesił sobie ją na ramieniu, Olimpię chwycił za rękę i ruszył w przeciwnym kierunku, czyli do swojego samochodu.

- Jeszcze się odegram, zobaczycie! - odkrzyknęła jedynie i postanowiła więcej się nie odzywać.

Broniła swojego postanowienia zawzięcie, ale dwie pary łaskoczących ją dłoni, gdy leżała rozwalona plackiem na kanapie potrafiły wskórać wszystko. A już szczególnie dłonie osób, które kocha. Śmiała się wniebogłosy razem ze swoją córką i rozgrywającym. Uspokoili się dopiero w momencie, gdy usłyszeli dźwięk tłuczonego szkła, co oznaczało, że coś potłukli. Grzesiek z Olimpią od razu umyli od wszystkiego ręce zmywając się do kuchni w jej mieszkaniu w poszukiwaniu produktów potrzebnych do przygotowania naleśników. Została sama. rozsiadła się wygodnie i delektowała głosami zza ściany. Po chwili zerwała się, by posprzątać szkło i udała się do swoich gości. Uśmiechnęła się na widok ojca z córką podczas wspólnego przekręcania naleśnika metodą "rzucę do góry i zobaczę czy się uda". Udało się. O tym właśnie marzyła. O pełnej rodzinie dla swojego dziecka.

Tego wieczora straciła jeden wazon, dwa talerze i swój ulubiony kubek. Wszystko oczywiście przez przypadek roztrzaskiwało się na panelach czy beżowych matowych płytkach. Mimo wszystko nie była zła, bo widok dwóch radosnych buzi rekompensował jej wszystko, a pocałunki z siatkarzem były nawet bonusem do tej rekompensaty. Po zjedzonej kolacji zgodnie z córką stwierdziła, sprzeciwiając się Łomaczowi, który chciał oglądać kolejną kompromitację polskich kopaczy nożnych, że czas na kalambury. Dziewczynka specjalizowała się w bajkach, Grzesiek w komediach, a Ola w serialach. Najśmieszniej było, jak Mała zaczęła udawać, że jest osłem ze Shreaka, a jej rodzice nie mogli tego odgadnąć.

- Fajtłapy jesteście i tyle - wystawiła im obojgu język i ziewnęła przeciągle.
- Na ciebie już pora, moja panno... - powiedziała i zabrała śpiącą dziewczynkę do łazienki.
- Mamo, ja chcę, żeby tak było już codziennie... - dziewczynka wyszeptała wprost do jej ucha, gdy zostały same w łazience.
- Już niedługo, Skarbie... - skończyła wycierać włosy córce i puściła ją roześmianą do ojca, żeby ten poczytał jej na dobranoc.

W czasie, gdy Grzesiek i Olimpia znajdowali się w sypialni Oli, ona sama pogasiła światła, zaświeciła kilka zapachowych świeczek, rozłożyła się na swojej kanapie z lampką czerwonego wina, przymrużyła oczy i pomyślała, że tak właśnie mogłoby być już codziennie. Dźwięki z sąsiedniego pokoju ucichły, drzwi jedynie zaskrzypiały, usłyszała szuranie stóp po parkiecie, aż wreszcie poczuła, jak ktoś układa się obok niej, muska usta i przytula mocno do siebie. Odstawia szklane naczynie na stolik, podpiera się na łokciach i zerka w oczy mężczyzny, którego kocha od blisko ośmiu lat. Mimo znikomego światła zobaczyła w nich dokładnie to samo, co widziała lata temu w Zakopanym. Zobaczyła w nich przenikliwe i prawdziwe uczucie bijące do jej osoby.

- Czuję się jak gówniarz... Jak chłystek, który pierwszy raz w życiu się zakochał... Ale tak jest. Jestem zakochanym po uszy gówniarzem... - poczuła jego usta na swoich, dłonie wkradające się pod materiał koszulki. Poddała się mu. Bo przecież kochała go...



~*~*~

Witamy :*

Z góry przepraszamy, że znów zawaliłyśmy (Dzuzeppe zawaliła) i rozdziału nie było w zeszłym tygodniu. :(
Mamy nadzieję, że ten zrekompensuje Wam tak długie oczekiwanie na wpis ;)
Dzuzeppe: Jak Widzicie atmosfera rodzinna kwitnie.
Ale zobaczymy jak to będzie za chwilę. Grześkowi został tydzień...
Do końca chyba już bliżej niż dalej. Już wygląda zza rogu ;)

Teraz z innej beczki :P
Chciałabym Was wszystkie serdecznie zaprosić na nowy projekt.
Mianowicie duet z Evi.
Bohaterami Zbyszek i Ewa.
Start kompletnie nie znany...
Tchnienie życia.

Pozdrawiam :*

Zapraszam:
Sobotnia noc #18

niedziela, 9 marca 2014

10. "Bo ty nigdy nie przestałeś Jej kochaś, Grzesiu... "

Grzesiek.

Niedawna rozmowa z córką naprawdę wiele mu uświadomiła. Pokazała, jak bardzo spoczął na laurach i przestał się starać o wszystko, co go otacza. Zdał sobie sprawę, że zaczęło zadowalać go to, co już zdobył, a o resztę nie chciało mu się starać. Przecież on jest Grzegorzem Łomaczem, człowiekiem, który ma wszystko, który niczego nie może stracić. Skąd jedynie może wiedzieć, że kiedyś nadejść mogą takie dni, w których zostanie sam jak palec, bo o nic nie będzie się starał. Zadowolił się teraźniejszością, nie myśląc o tym, co będzie. Na szczęście w jego życiu gości jedna mała istotka, która nie pozwala mu przestać się starać. Ma Olimpię.

Dzisiejszy wieczór spędzi jednak najprawdopodobniej sam, gdyż dziewczynka dzisiejszą noc spędzi u Oli razem ze swoim psem, Frankiem. Zwyczajnie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do torby i powiedziała, że potrzebuje damskiego towarzystwa. Nie miał nic do powiedzenia. Zawiózł więc dziewczynkę i zwierzaka do Oli. Nie wszedł jednak nawet do środka. Dzisiejszy wieczór chciał spędzić na przemyśleniach. Najpierw bezczynnie jeździł ciemnymi już ulicami Gdańska i obserwował, jak ludzie w różnym wieku próbują dostać się do domów, jak młodzież zmierza najpewniej na jakieś imprezy. Czuł się tak, jakby jedynie on nie miał celu podróży. W końcu postanowił kupić wino i udać się w bardzo dobrze znanym sobie kierunku.

- Grzesiek? Co ty tu robisz? - Ala przywitała go w dresie. Otworzyła szeroko drzwi i wpuściła do środka.

Od razu poszedł do kuchni i sam znalazł lampki do wina oraz drobne przekąski, które jego przyjaciółka zawsze trzymała w tym samym miejscu, w szafce nad zlewem. Dziewczyna zmieniła jedynie stary dres na dżinsy oraz wełniany sweter i zasiadła na kanapie, czekając na to, aż  mężczyzna wszystko przygotuje. U niej w mieszkaniu czuł się tak jak u siebie, więc Ala zawsze pozwalała mu się krzątać po jej kuchni. Wreszcie wkroczył do salonu z paczką chipsów, krakersami, winem oraz informacją, że zaraz będą mogli jeść również i pizzę. Usiadł obok przyjaciółki na kanapie i odetchnął głęboko, opierając głowę o oparcie. Tego właśnie potrzebował. Chwili odpoczynku.

- Aluś, dlaczego nam nie wyszło nigdy? - zapytał godzinę później, gdy dziewczyna leżała z głową na jego kolanach i śledziła akcję filmu, który oglądali.
- Bo ty nigdy nie przestałeś Jej kochaś, Grzesiu... - odpowiedziała, podnosząc się i wpatrując się w jego oczy. - Ja nigdy nie byłam dziewczyną, którą traktowałbyś jako kandydatkę na dziewczynę, żonę... Ja od zawsze zakodowana w twojej głowie byłam jako przyjaciółka. Tylko  pokochałeś tak mocno. 
- Ale przecież można powiedzieć, że my... byliśmy ze sobą - westchnął, opróżniając do końca kieliszek.
- Nie Grzesiek... To ja zawsze byłam przy tobie. Ty byłeś ze mną jedynie w łóżku.
- Przepraszam cię... - przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- Najdziwniejsze jest to, że dopiero twoja córka potrafiła uświadomić mi to, że nigdy nic między nami nie będzie... Grzesiek, nie spiernicz tego, co jest między tobą a Olą. Nie strać jej ponownie...
- Co?
- Nic... Nigdy nie odpuszczaj.

Nie wiedział do końca, co mogą znaczyć słowa jego przyjaciółki. Nawet nie próbował jednak domyślić się, co miała na myśli i dlaczego miałby znów stracić Olę, skoro zna ją od niedawna. Zajął się szczerymi rozmowami z dziewczyną na temat Bartka, jego przyjaciela z boiska. Ucieszył się, gdy powiedziała mu, że być może coś z tego będzie. Zawsze pragnął tego, by była szczęśliwa, bo sam podświadomie wiedział, że nie jest w stanie tego szczęście jej dać. Może Alicja rzeczywiście ma rację i nigdy nie przestał kochać swojej pierwszej miłości? Może teraz krzywdzi Olę, bo nie jest w stanie odciąć się od tamtych wydarzeń? Może los da mu jeszcze szansę, by być szczęśliwym?



Ola.

Pierwszy raz od przyjazdu do Gdańska spędza dzień z Małą. Obie już parę dni wcześniej to zaplanowały, a dzisiejszego dnia była ku temu najlepsza okazja, gdyż sam Grzesiek miał dość bycia ojcem. Nie dziwiła mu się.  W końcu nie każdy z dnia na dzień zostaje ojcem i świetnie odnajduje się w nowej roli,  jak zrobił to rozgrywający. Ponadto i Olimpii brakowało obecności matki. Cieszyła się, bo i ona tęskniła. Brakowało jej śmiechu córki, która zawsze była przy niej. Brakowało jej obecności tej Małej kruszynki, którą nosiła pod sercem przez dziewięć miesięcy, która przyszła na świat jako owoc miłości. To że ojciec dziewczynki nie wiedział o jej istnieniu, nie znaczy że nie kochał jej matki, że nie kochał Oli. 


- Olimpia otwórz! - krzyknęła do córki, gdyż sama zajęta była przygotowywaniem kolacji. 
- Wujek! - usłyszała radosny głos córki, a po chwili w kuchni zobaczyła dziewczynkę oraz swojego brata. 
- O proszę, kto do mnie zawitał! - uśmiechnęła się do Maćka, by zatonąć w jego ramionach. - Nawet nie zadzwoniłeś, że przyjedziesz. Ciesz się, że Olimpia akurat jest. 
- Cieszę się, że widzę was obie - przytulił siostrę i siostrzenice.

Kobieta poczuła się tak, jakby była w swoim rodzinnym mieście, przebywała w rodzinnym domu, razem z najbliższymi. Z bratem miała niepowtarzalnie dobry kontakt, który zawdzięcza poniekąd swojej córce. Doskonale pamięta, jak z jej ust padło wyznanie, że zostanie mamą. Pamięta, jak rodzice niemal wyrzucili ją początkowo z domu, a jedynie znienawidzony do tej pory młodszy o dwa lata brat się za nią wstawił. Pamięta, jak wybiegł za nią z domu uprzednio krzycząc na matkę i ojca. To on całą noc plątał się z nią po mieście, sprawiając, że przestała płakać, a nawet uśmiechnęła się i zaczęła cieszyć się tym, że nosi pod sercem małą cząstkę siebie i swojej miłości. Jako jedyny się od niej nie odwrócił. Wręcz przeciwnie. Był z nią przez cały ten czas i jest do tej pory. 

To dopiero tamtej nocy zdała sobie sprawę, że ma brata, na którego zawsze może liczyć. To było wspaniałe uczucie, gdy po raz pierwszy usłyszała bicie serca swojego Maluszka. Popłakała się wtedy, ale miała obok siebie Maćka. Razem chodzili do sklepów dziecięcych i wybierali śpioszki czy zabawki dla jej dziecka. To on pomógł jej odnowić pokój na poddaszu, to on malował ściany, odnowił ich starą kołyskę. To on obrywał za jej zmieniający się humor i biegał do kuchni po zachcianki. To on był przy niej, gdy dowiedziała się, że na świat przyjdzie jej córeczka.  To wreszcie on trzymał ją za rękę, gdy w jednym z Warszawskich szpitali na świat  przyszła Olimpia. Olimpia Łomacz.

- Zasnęła - wyszeptał. Usiadł obok niej na kanapie i przytulił. 
- W końcu swojego ukochanego wujka nie widziała prawie miesiąc, więc ja się nie dziwię, że padła. 
- Dzięki temu możemy pogadać. Ola... - uniósł jej podbródek, ucałował czoło i zmusił spojrzeniem, żeby się uśmiechnęła. 
- To wszystko nie ma sensu... - westchnęła, podchodząc do okna. - Grzesiek mnie nie kocha. 
- Gdyby cię nie kochał, to nie oddałby córki obcej kobiecie, a o tym, że jesteś jej matką, nie wie na pewno.
- To dlaczego jeszcze ani razu nie usłyszałam, że coś do mnie czuje? - odwróciła się w stronę brata. - Maciek, on ma mnie jedynie za opiekunkę dla Olimpii, gdy ma mecze i treningi - jej oczy zrobiły się szkliste. Poczuła na swoich ramionach dłonie brata, który mocno ją przytulił. - Zrozum, ja zwyczajnie boje się tego, że narobiłam tylko niepotrzebnych nadziei Olimpii i niejako też Grześkowi...


~*~*~


Cześć Wam :D
To znowu ja (Dzuzeppe) :)
Maniek się rozchorowała, z resztą ja też i to dlatego tak długo nas tu nie było. :(
Jak widzicie zarówno Grzesiek jak i Ola przeprowadzają poważne rozmowy ze swoimi przyjaciółmi, które miejmy nadzieje przyniosą jakieś skutki :D
Mam pytanie do Was.
Ile jeszcze chciałyście epizodów, żeby się tu pojawiło? :P
Bo my otwarte na propozycje jesteśmy i śmiało możecie pisać do nas na Gadu i zgłaszać pomysły odnośnie dalszych losów naszych bohaterów (namiary znajdziecie w odpowiedniej zakładce KONTAKT) ;-)

Pozdrawiam,
Dzuzeppe:*
 
 Zapraszam:

poniedziałek, 17 lutego 2014

9. "Mi się ta broda podoba, nie przesadzaj."

Grzesiek.
Dzień za dniem wydawał się mu identyczny. Wstawał rano, wychodził na spacer z psem, po powrocie budził córkę, szykował śniadanie, konsumował je z pociechą, szedł na trening, spędzał czas z córką, jadł na obiad, wracał na trening, wsuwał kolację, kładł Olimpię spać, wychodził z Frankiem, po czym sam szedł w kimono. Nie miał czasu dla Oli, ale mimo to pamiętał noc spędzoną z nią w hotelu. Pamięta jak błądził swoimi ustami po jej ciele, szeptał do ucha słodkie słówka, ona się śmiała i oddała się mu. Na jego twarz wstępował uśmiech, gdy i ona była uśmiechnięta. Przedłużał każdy pocałunek, chcą ciągle czuć jej usta i spędzać tę noc wiecznie. Czuł, że przeżywa déjà vu, lecz nie umiał zdefiniować, z którą panienką spędzał równie podobną noc. A powinien.

-Tatusiu, śpisz?- nad kanapą stała Olimpia, trzymając rączki za plecami i przyglądając się ojcu.
-Nie.- wymruczał Grzegorz. Co prawda nie spał, ale nie był też na tyle przytomny, aby kontaktować z rzeczywistością.
-Tato, wykańczasz się na tych treningach!
-To moja praca, Słońce...
-A jak coś ci się stanie przez ten nadmiar pracy?!
-Skąd ty takie mądre zdania wymyślasz, hę?- Olimpia jak na swój wiek była bardzo dojrzała. Używała słownictwa, które Grzegorz nigdy na uszy nie słyszał. 
Mała wychowywała się bez ojca, miała tylko młodą matkę, co wywnioskował z wcześniejszych opowieści córki. Wiele razy poruszał temat jej rodzicielki, chciał dowiedzieć kim jest ta kobieta, która podrzuciła mu dziecko pod wycieraczkę. Jednak blondyneczka milczała jak grób podkreślając, że sam się domyśli. W głębi serca mężczyzna dziękował jej mamie, za to co zrobiła. Dzięki Olimpii jego życie nabrało kolorów i szczęścia, a on uśmiecha się o wiele częściej i niż wcześniej.
-Nie odwracaj kota ogonem, tato. Kiedy ostatni raz byłeś na randce z Olą?
-Nie rozmawiajmy o tym...
-Dlaczego? Tatusiu, ja chcę żebyś był szczęśliwy, a uśmiechasz się tylko gdy widzisz ciocię.
-Nieprawda. Gdy bawię się z tobą też jestem uśmiechnięty.- zaczął łaskotać córkę, a śmiech Olimpii był melodią dla jego uszy. Tak wyobrażał sobie swoją rodzinę, ale w tym obrazku brakuje jednego puzzla, kobiety która uspokoi tą dwójkę - Aleksandry.
-Tatku, weź zajmij się sobą. Zapuściłeś się w ostatnim czasie, nawet Ola tak uważa.- trafnie zauważyła jego córka, leżąc na jego brzuchu. Grzesiek przez ogrom pracy nie zwracał uwagi na swój wygląd, skupiał się tylko na treningach i o utrzymaniu się na wysokim miejscu w tabeli.- W tej brodzie wyglądasz jak King-Kong.
-Mi się ta broda podoba, nie przesadzaj.
-Albo ty zajmiesz się sobą i ciocią w tej chwili, albo ja zrobię to za ciebie.- zakończyła rozmowę sześciolatka i ruszyła do swojego pokoju.
-Nie pyskuj! I wracaj mi tu natychmiast!- Grzesiek podniósł głos, ale bez skutku, gdyż usłyszał tylko huk zamykanych drzwi.- Nie trzaskaj drzwiami, Olimpia!

Ola.
Przez ostatni czas miała spokój od Grześka. Jednak nie była szczęśliwa z tego powodu. Tęskniła za nim, jedyną cząstką jego była Olimpia, która przesiadywała w kawiarence tak jak zwykle. 
Spędzanie czasu z córką dawało jej wiele radości, gdyż widywała ją bardzo rzadko. Chciała, żeby koło Małej siedział Grzegorz, aby był w każdej sekundzie ich życia. Czuła, że gdy wyjawi mu prawdę ich relację nieodwracalnie się popsują. Była tak szczęśliwa, gdy spędzała czas z Łomaczem, mężczyzna miał pomysły jak z bajki. 
Czuła, że jest Królewną, która odnalazła swojego Księcia, jednak była uwięziona w wierzy strzeżonej przez smoka. Jej Książę niepostrzeżenie dostawał się do wierzy i wychodził z niej, ale w przyszłości, ten niewidzialny most spłonie i już nigdy nie spotka swojego Królewicza.
-...mamo?- Olimpia wyrwała ją z transu.
-Tak?
-Myślałaś o tacie, prawda?- dziewczynka splotła dłonie na klatce piersiowej i patrzyła na kobietę spod oka.
-Nie... myślałam o... smokach.- uśmiechnęła się na siłę. Jej córkę prychnęła i usiadła na stole, ciągle patrząc na mamę.- Co to było?
-Obydwoje zachowujecie się, jakbyście się nie znali.
-Przecież wiesz, że tata ma teraz ważne treningi. Musi się skupić, bo odgrywa bardzo ważną rolę w drużynie.
-To że jest kapitanem nie oznacza, że zaraz mam bardzo ważną role.
-Zgadzam się, ale tata jest też rozgrywającym, a to oznacza, że prowadzi całą grę i od niego zależy czy piłka pójdzie w siatkę czy w boisko.
-Skąd to wiesz?- zapytała podejrzliwie sześciolatka.
-Lata słuchania opowieści twojego tatulka.

~*~*~
  Witajcie:* 
Dzisiaj tak króciutko, jak również tydzień później. Oczywiście ja (Maniek) obarczam się brakiem rozdziału tydzień temu, gdyż według mnie, nauka jest na pierwszym miejscu, potem blogi :)
Zapewne niektóre czytelniczki uważają, że tylko Dzuzeppe prowadzi tego bloga i to nie jest zdziwieniem. To ona was zazwyczaj informuje o blogach, ona publikuje rozdziały i odpowiada na nasze komentarze. Natomiast blog prowadzi również Maniek, tylko ona nie udziela się tak na blogu, gdyż musi się przyzwyczaić do nowego otoczenia w jakim się znalazła :)
Dzuzeppe obchodziła w tamtym tygodniu rocznicę na Blogerze! Z tej oto okazji życzymy jej mnóstwa cztelniczek, weny, wspaniałych blogów i czego sobie wymarzy oraz mnóstwa tańczących kotów ♥ Dlatego imprezujemy moi drodzy, nie zważając na prace w ciągu tygodnia :D A podsumowanie jej roku blogowego znajdziecie tu :)
Grzegorz się zapuścił oraz się przemęcza, Olimpia zaczyna mieć humorki i wydaje się być dojrzalsza niż jej wiek na to wskazuje :] Jak myślicie, to dobrze czy źle?

poniedziałek, 3 lutego 2014

8. "A dlaczego, chcesz się mnie pozbyć, wyrodny ojcze? - Nie interesuj się Mała Smarkulo..."

Grzesiek.

Ostatnie dni są dla niego przełomem. Ma wspaniałą córkę; okropnie niezdyscyplinowanego ale i uroczego psiaka; pewną pozycję w zespole; wspaniałych i oddanych przyjaciół. Aż wreszcie poznał Ją, Olę. Sprawiła, że jego życie stało się bardziej poukładane, spokojniejsze, stateczniejsze. Wprowadziła do jego życia radość razem z małą Olimpią. Obie teraz są dla niego motywacją do walki o jak najwyższe cele. Na dalszy tor zeszło szukanie matki Małej. Zdecydował jednej nocy, gdy nie mógł spać, że nie zrezygnuje z kontaktów z córką, ale jej matka poniesie srogie konsekwencje tego, co zrobiła, zostawiając u niego dziecko. Nie wie, czy to słuszna decyzja, ale teraz, gdy pojawiła się ta przepiękna blondynka, jego serce zaczęło szybciej bić. Bić dla Oli.

- Oli, masz ochotę spędzić wieczór z ciocią Alą? - pyta się córki, odbierając ją z kawiarenki klubowej, w której pracuje Ola.
- A dlaczego, chcesz się mnie pozbyć, wyrodny ojcze? - staje na środku parkingu i wpatruje się z uśmiechem w oczy ojca. - Czyżbyś chciał spędzić czas z ciocią? - patrzy zadziornie na niego, rączkami podpierając boki.
- Nie interesuj się Mała Smarkulo - potargał jej włosy i zaśmiał się głośno. - Ale masz rację. Chcę spotkać się z ciocią. To jak? Obecność cioci Ali może być na dzisiejszy wieczór? - ukucnął przed córką i spojrzał błagającym wzrokiem na nią.
- Pewnie tato - rzuciła się na niego, powodując upadek ich obojga. W takiej sytuacji zastał ich Bartek Gawryszewski, którego dziewczynka w ostatnim czasie polubiła i w główce już uknuła sprytny plan.
- No jak dzieci, jak dzieci - popatrzył na nich z politowaniem. 
- Każdy jest dzieckiem, wujek - dziewczynka zarechotała wesoło, a Grzesiek poczuł, że to tego mu właśnie przez te lata brakowało. Brakowało mu uśmiechu najważniejszej osoby w życiu. Podświadomie czuł, że ktoś nie jest z jego powodu szczęśliwy. - Więc dziś ty wujek poczujesz się dzieckiem i obejrzysz ze mną i ciocią Alą jakiegoś Artura, co w krainie Minimków był - podbiegła do Bartka i rzuciła się w jego ramiona, by po chwili podziwiać świat z wysokości dwóch metrów.
- Tak moja panno, to się zachowywać nie będziesz - pogroził groźnie palcem Grzesiek, jednak na nikim nie zrobiło to wrażenia.
- Ale ja chętnie spędzę dzisiejszy wieczór z Olimpią - odezwał się Gawryszewski, wprawiając w uśmiech Łomaczów.
- Widzisz tatku, sprawa załatwiona. Ja z Wujkiem Bartkiem i ciocią Alą, a ty z Olą - Grzegorz popatrzył jedynie z lekkim uśmiechem na córkę i razem z przyjacielem weszli do hali.

Małą ponownie odprowadził do kawiarenki i oddał w opiekę Oli, którą już wcześniej zaprosił na uroczystą kolację do restauracji. Na treningu grał jak natchniony. Rozgrywał tak, że zawodnicy po drugiej stronie siatki nigdy nie byli punktualnie z rękoma, by cokolwiek zablokować. W momencie, gdy na dolnych trybunach zasiadły dwie panny O. grał jeszcze lepiej, a inni mieli już dosyć tego, że nie byli w stanie powstrzymać ataków jego drużyny. Często decydował się również na kiwki czy nawet ataki z drugiej piłki. W końcu dziś był na fali. Dzięki Olimpii i Oli odnalazł światełko w tunelu, więc biegnie do wyjścia. Biegnie do Nich, bo spokojnie może powiedzieć, że obie już pokochał. Olimpię jako córkę i Olę jako kobietę swojego życia. Poczuł, że w tak krótkim czasie obie znalazły dla siebie miejsce w jego sercu. 

Cały dzień zleciał niepostrzeżenie i po osiemnastej wychodził razem z dziewczynami z budynku hali. Uważnie zapiął Olimpią w foteliku oraz otworzył drzwi Oli. Obie uśmiechały się do niego szczerze. On również się uśmiechał. Był szczęśliwy. Chciałby chyba, żeby tak własnie wyglądała jego rodzina. Będzie do tego dążył. Odwiózł dwudziestopięciolatkę do jej mieszkania, dał się namówić córce na szybkie zakupy w supermarkecie, gdzie Olimpia wrzucała do koszyka same niezdrowe rzeczy, ale dziś jej na to pozwolił. Dziś miał dobry humor. Przed drzwiami jego mieszkania czekała już Ala z torbą zakupów. Gdy tylko weszli do środka od razu zagoniła go po łazienki, żeby szykował się na spotkanie z Olą, a sama zajęła się dziewczynką i przygotowywaniem pizzy. 

- Dobrze wyglądam? - spytał, stając w progu salonu ubrany w czarny, perfekcyjny garnitur i śnieżno białą koszule, którą dosłownie parę minut wcześniej prasowała Ala.
- Genialnie - przyjaciółka uniosła kciuk w górę.
- Zarąbiście Ojczulku - odezwała się Olimpia. - Więc teraz czas, żebym coś powiedziała - stanęła na kanapie, złożyła dłonie i zaczęła mówić. - Drogi ojcze... Dziś nadszedł dzień, w którym wyfruwasz z rodzinnego domu, spod mojej i cioci opieki i idziesz w świat, idziesz spotkać się ze swoją dziewczyną...
- Olimpia... - wtrącił.
- Cicho! Proszę mi nie przerywać! Kończąc swoją przemowę mam tylko dla ciebie tato jedną wskazówkę... Nie spiernicz tego! - wystawiła mu język i zaraz skryła się w ramionach Ali.
- Gdzie ty się takiego słownictwa nauczyłaś?!
- Tu, w mieszkaniu tato... - zachichotała. - Codziennie rano tak krzyczysz na Franka - wystawiła język, wtulając się w spokojnie śpiącego obok psa. - Powodzenia, tato.

Został wyściskany przez obie panie, a potem spokojnie ruszył schodami w dół do samochodu. Dopiero odpalając silnik, poczuł strach. Zaczął się bać, że rzeczywiście coś spierniczy i Ola nie będzie chciała go znać. Bał się, że dziewczyna zacznie być zazdrosna o jego przyjaciółkę, o córkę, o kolegów z drużyny. Bał się, że po prostu zniknie któregoś dnia z jego życia i więcej już jej nie zobaczy. Z takimi myślami ruszył w kierunku osiedla Aleksandry.


Ola.

Nie pamięta już, kiedy ostatnio tak bardzo się denerwowała i była niepewna, czy robi dobrze. Chciałaby móc już teraz powiedzieć całą prawdę, ale wie, że to nie jest jeszcze odpowiedni moment. Mimo tego, że w głowie wszystko miała już od dawna poukładane, nie myślała, że jej plany tak bardzo zmienią się pod wpływem Grześka i tego, co się wokół nich zaczęło dziać. A tak bardzo chciałaby wrócić do dawnych czasów i móc wtedy wyznać mu prawdę, a nie uciekać jak tchórz. W zasadzie to wtedy nim była. Była zraniona, niepewna, podzielona między rodzinę i Niego. Musiała postąpić tak, żeby wszystko było łatwiejsze. 

Podeszłą do okna i patrzyła się, czy na parkingu przed blokiem nie parkuje samochód, który ostatnimi czasy poznałaby wszędzie. Patrzyła się, jak światła latarni oświetlają drogę. Po krótkiej chwili zobaczyła samochód, a jej telefon zaczął wibrować. Odebrała wiadomość, odpisała, że już schodzi, założyła swój burgundowy płaszcz, wzięła torebkę i wyszła z mieszkania, zamykając je. Zbiegła na dół, gdzie przy drzwiach czekał już na nią mężczyzna w doskonale skrojonym garniturze i czarnym płaszczu z czarującym uśmiechem wymalowanym na ustach i iskierkami w oczach.

- Witam - ucałował delikatnie jej policzek, a już się zarumieniła. - To dla ciebie - podał jej bukiet różowych tulipanów.
- Są piękne...
- Nie piękniejsze od twojego uśmiechu... 

Droga do celu trwała dosłownie kilka minut. Nie spodziewała się, że Grzesiek zabierze ją w tak piękne miejsce, że będzie w stanie to wszystko zorganizować. Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia, gdy rozpostarły się przed nią drzwi do jednego z hotelowych apartamentów. Na środku pomieszczenia stał zastawiony stół, a obok gotowe dania, które były dla nich przeznaczone. Poczuła się tak, jakby to wszystko było bajką. Jakby cały jej przyjazd do Gdańska okazał się snem, z którego kiedyś się obudzi. Jednak to nie był sen. To wszystko działo się na żywo. Grzesiek stał przed nią i nieśmiało chwycił jej dłonie. 

- Podoba się? - zapytał cicho, muskając skórę tuż przy jej uchu.
- Jest jak w bajce...

Cały wieczór był dla niej jedną wielką bajką. Bajeczne były jego oczy, gdy patrzyły się prosto na nią. Bajeczny był jego radosny śmiech, który tak często widziała również u Małej. Bajeczny był jego głos, gdy opowiadał jej o swoim życiu, które przecież i tak doskonale znała. Bajeczny był jego dotyk, gdy obejmował ją w tańcu do kawałków Coldplay.









Ala.

Przygotowuje właśnie kolację dla siebie i Olimpii. Nie spodziewała się, że może tak bardzo polubić tą małą dziewczynkę. Ale to właśnie dzięki niej zrozumiałą, że czekanie na cud nie jest dla niej. Postanowiła, że musi zacząć żyć dla siebie, a nie dla Grześka. To małe, przebiegłe dziecko potrafiło pokazać jej to, czego ona nie potrafiła zobaczyć przez wiele lat. W myślach dziękuje sobie, że pozwoliła dotrzeć temu dziecku do siebie. Właściwie to chyba pokochała ją tak, jakby Mała była jej siostrzenicą. Polubiła tę małą blondyneczkę i tak samo jak jej przyjaciel nie pozwoli, żeby Mała zniknęła za chwilę z ich życia.

- Ciociu, bo wiesz... Ja wczoraj spotkałam z tatą wujka Bartka i on zaraz tu będzie... - usłyszała cichy głosik dziewczynki za swoimi plecami.
- Jaki wujek Bartek? Olimpia teraz mi mówisz? - zaśmiała się do sześciolatki, wskazując na swój niewyjściowy strój, a mianowicie stare wytarte jeansy i rozciągnięty sweter.
- Wyglądasz pięknie, ciociu - mała uśmiechnęła się słodko, a wy tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. - Otworze! - dziewczynka krzyknęła i pobiegła razem ze swoim psem do przedpokoju, a kobieta szybko próbowała umyć ręce i ogarnąć kuchnię swojego przyjaciela.
- Cześć Mała! - usłyszała radosny męski głos. - A co ty tu sama jesteś?
- Jest Franek - jak na zawołanie pies zaszczekał. - No i ciocia jest jeszcze w kuchni...
- Już jestem tu - odpowiedziała, pojawiając się w przedpokoju. Kiedyś miała okazję poznać Bartka, jednak było to dawno temu. - Nie wiem czy mnie pamiętasz... - zaczęła.
- Pamiętam... Takiej osoby, jak ty, nie da się zapomnieć - uśmiechnął się czarująco, na co mała Olimpia wykrzywiła się, bo wiedziała już, że jej plan zaczął działać. Jej ulubiony siatkarski wujek polubił się z jej ulubioną ciocię. 
- Jak by nie patrzeć, to może ja jestem trochę mała, ale nadal tu jestem! Franek idziemy - zdenerwowała się sześciolatka, tupnęła nóżką, złapała psa za smycz i ruszyła w stronę kanapy. - No normalnie jak z dziećmi! Franek powinieneś być po mojej stronie! - krzyknęła jeszcze, gdy pies się jej wyrwał i pobiegł do nowego gościa, włączając sobie kanał z bajkami w telewizji. 

Ala zaprosiła siatkarza do środka. Poprosiła go, żeby udobruchał jakoś dziewczynkę, a sama zabrała się za kończenie kolacji, którą będzie dziś domowej roboty pizza. Co chwilę zerkała na to, jak Bartek próbował dotrzeć do małej blondynki i jak jego czyli legły w gruzach za każdym razem. Uśmiechnęła się, gdy chłopak zaczął łaskotać dziewczynkę do tego stopnia, że ta zaczęła zanosić się od śmiechu. Złapała się na tym, że przez krótką chwilę pomyślała o nim, jak o ojcu jej dzieci, jako o swoim mężu. Spodobała się jej ta wizja, jednak nic nie dzieje się od tak.

- Zasnęła? - usłyszała pytanie, gdy wyszła z pokoju dziewczynki.
- Na szczęście tak... Dochodzi północ, a to dziecko, jakby z każdą minutą miało więcej siły - usiadła obok chłopaka na kanapie, głaskając psa, który dziś nie chciał wyjątkowo spać w pokoju Olimpii.
- Pewnie po Grześku taka jest...
- Może... - rozłożyła się wygodnie, zamknęła oczy i starała się odpocząć po dzisiejszym dniu. Nie wiedziała, że jej towarzysz z każdą mijającą sekundą zbliżał się do niej; że chciał dotknąć jej delikatnej skóry; zasmakować ust. Poczuła jego dłoń, unoszącą jej podbródek i powoli otworzyła oczy. Zobaczyła jego radosną twarz, roześmiane oczy.
- Mogę?
- A chcesz? - odpowiedziała szybko.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - przybliżył się do niej. Przymknęła oczy. Już miał dotknąć jej ust, kiedy Franek zerwał się gwałtownie, a on runął na nią. - Nigdy więcej nie pójdę z tym psem na spacer! - krzyknął, by po chwili delikatnie posmakować ust Ali. - Jednak z tobą chętnie się gdzieś wybiorę - uśmiechnął się, podając kieliszek z winem. - Nasze zdrowie...


~*~*~
Dzuzeppe : No bo dla niektórych z Was Ala wydała się główną bohaterką, więc postanowiłyśmy i jej dać odrobinę szczęścia :D
Ale oczywiście tego wszystkiego by nie było, gdyby nie mała Olimpia. Ta dziewczynka spokojnie mogłaby zawodowo swatać ludzi :D
Ferie mi się skończyły :(((
Zapraszam na:

Pozory małżeństwa #17  /  Sobotnia noc #12  /  Pytania?
Maniek : Cześć :* 
Jest wątek Ali :) Dziewczynie się chyba należy, czyż nie? Opiekuje się Olimpią, ale czas na miłość też musi znaleźć, bo przecież Grześ to tylko o Oli myśli :] 
Szczerze, to piszemy tego bloga, z Łomaczem jako ojcem, ale ja do tej pory nie widzę go w tej roli :D No, ale mam nadzieje, że w przyszłości ta wizja bardziej przyswoi się do mojego umysłu :P
Pozdrawiam cieplutko :*
Zapraszam:
Muzyka, przyjaźń / Zaczynamy z niczym